Steaua Bukareszt – Dinamo Bukareszt 29.07.2018 4 stycznia 2019

Światek, żywo zainteresowany polską piłką, obecnie śledzi farsę, która jest udziałem biznesmena, mającego biuro w nieczynnym sklepie z cygarami i jego „skośnookiego” (cytując prezydenta Krakowa) przyjaciela. Krążą plotki, że ten drugi mógł nawet dostać zawału. Wszystko to mogło być spowodowane przez to, iż leciał do Nowego Jorku przy otwartym oknie itd, itd… Każdy wie w czym rzecz. Sprawa śmieszy, choć tak naprawdę jest bardzo przygnębiająca, gdyż każdy klub może coś takiego dotknąć… W Europie są jeszcze inni, mający bogatą historię, wielkie tradycje i większe osiągnięcia, tj.: zwycięstwo w Lidze Mistrzów, a mimo to padły ofiarą jeszcze bardziej parszywej historii. Na domiar złego ta, potrafi się ciągnąć latami…

Poniżej przedstawiamy relację z wiecznych derbów Bukaresztu, które miały miejsce w lipcu ubiegłego roku. Felienton przedstawia także dramatyczną sytuację Steauy Bukareszt, jak również zawiera kilka ciekawostek z „bałkańskich klimatów” i rumuńskiej sceny ultras.


Steaua Bukareszt – Dinamo Bukareszt 29.07.2018

Bałkany wzbudzają zainteresowanie całego kibicowskiego świata. Wydarzenia z derbów Belgradu: Partizana z Crveną Zvezdą, Dinama Zagrzeb z Hajdukiem Split, czy też greckich szlagierów relacjonują wszystkie światowe portale zajmujące się ruchem kibicowskim. Nieco mniej popularne, choć nie ustępujące klimatem, są pojedynki derbowe FK Sarajewo z Żeljeznicarem, czy CSKA z Levskim w Sofii. Warto jednak pamiętać, że równie ciekawie jest w kraju, który ze względów historycznych i kulturowych często tez jest utożsamiany z Bałkanami, choć geograficznie zalicza się do nich jedynie niewielkim fragmentem. Mowa rzecz jasna o Rumunii, na której scenie ultras „popisowym spektaklem” był ten, tworzony przez fanów stołecznych drużyn: Steaua i Dinamo – WIECZNE DERBY. Steaua Bukareszt jest najbardziej utytułowanym klubem tego kraju, który ma na swoim koncie nawet zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Niestety już od kilku lat jest targana konfliktami kibiców z właścicielem, a od 2017 roku nawet zawirowaniami związanymi z odebraniem praw do własnej nazwy i herbu… Kontynuując będzie nieco szerzej o tych wszystkich kwestiach i relacja z wiecznych derbów, które odbyły się na Arenie Narodowej w Bukareszcie, 29 lipca 2018 roku.

Na początek jednak kilka podstawowych informacji. Zacznijmy od stołecznych Wojskowych. Steaua ma zgodę (w polskim jej ujęciu) z CSKA Sofia. Będąc w Bułgarii (15.10.2016 r.), w sklepiku, prowadzonym przez fanatyków z Sektora G, można było nawet zakupić łączone gadżety CSKA Sofia & Steaua Bukareszt… oraz CSKA Sofia & Partizan Belgrad. Z tymi drugimi kibice Wojskowych z Bukaresztu również mają prywatne kontakty. Rumuńskie sztamy Czerwono – Niebieskich łączą z kolei z UTA Arad i Farul Konstanca. Podają także, że mają przyjazny stosunek do NEC Nijmegen i darzą szacunkiem CSKA Moskwa, choć tu raczej znaczących kontaktów brak.

Koszulka Steaua Bukareszt & CSKA Sofia

 

 

Kibice Dinama Bukareszt mają tylko jedną zgodę. Łączy ich ona, z posiadającym największą ilość fanatyków, spośród klubów Transylwanii, Universitatea Kluż. Niemniej w rozmowach, które miałem okazję odbyć, powtarzał się wątek sympatii dla Crveny Zvezdy Belgrad i Levskiego Sofia. Przyczyny są dość oczywiste…

Chciałem jeszcze uzupełnić kwestię dotyczącą „łączonych gadżetów”, dostępnych w sklepiku fanatyków CSKA Sofia. Jest to ciekawostka, gdyż Partizan nie przedstawia CSKA Sofia jako oficjalnej sztamy, za którą uważają jedynie CSKA Moskwa i PAOK Saloniki. Gwoli uzupełnienia obrazu sieci zgód, swoistych układów i pozytywnych relacji na Bałkanach i w Rosji (połączenie tych krajów wynika z prawosławnej tożsamości religijnej, którą uwydatniają chociażby motywy ORTHODOX BROTHERS itp.), który może sprawiać wrażenie, że mamy tu do czynienia z czymś na kształt, ostatnio powstałych w Polsce „rodzin”. Nie jest to do końca zgodne z prawdziwy obraz, bo o ile np. CSKA Sofia utrzymuje również kontakty z CSKA Moskwa, ale już PAOK-u Saloniki, z przyczyn narodowościowych, najdelikatniej rzecz ujmując, nie darzy sympatią… Innym przykładem, że stosunki w ramach tych powiązań nie są tak oczywiste może być mecz wspomnianego PAOK-u Saloniki, na ich stadionie, TOUMBA, z CSKA Moskwa (17.02.2011), gdzie niektórzy Grecy witali przyjaciół, a inni po prostu kolejnych rywali… Trzeba jasno stawiać sprawy, gdyż nawet jeśli wśród kibiców Dinama Bukareszt czy Levskiego Sofia są tacy, którzy deklarują sympatię dla Crveny Zvezdy Belgrad, to nie ma mowy o zgodzie, bo w rzeczywistości nie łączą ich nawet kontakty, które zasługiwałyby na jakąkolwiek uwagę.

Wspólne zdjęcie fanów CSKA Moskwa i CSKA Sofia.

 

Kibice Steauy, podobnie jak Dinama dzielą się na wiele mniejszych i większych grup. W obu przypadkach najistotniejszą linią podziału jest jednak miejsce zajmowane przez daną frakcję na stadionie – trybuna północna, bądź południowa. Najstarsze zorganizowane grupy przenosiły się z centralnych części obiektów za bramki dopiero w latach 1995 – 1996. Ostatnie ruchy miały na celu tworzenie młynów na Peluza Sud (za trybuną południową) i dokonały się ok. 2003 r. W przypadku Czerwonych Psów (Dinamo) zdarzało się, że wybuchały wojny wewnętrzne, co raczej nie miało miejsca w szeregach Wojskowych. Należy przypomnieć, że w Bukareszcie jest również trzecia siła, niewiele ustępująca tym dwóm, a mianowicie Rapid Bukareszt (obecnie występujący w 3 lidze). Prze wiele lat przyciągał największą ilość fanów, w czasach powojennych.. Traktowanie go jak „ubogiego krewnego” byłoby błędem. Rapid jest równoprawnie jednym z rumuńskiej wielkiej trójki.

Paradoksalnie to jednak ten największy, najbardziej utytułowany i posiadający najwięcej oddanych kibiców znajduje się w największych tarapatach. Wszystko zaczęło się w 2003 roku, kiedy Steauę przejął George „Gigi” Becali, rumuński polityk i przedsiębiorca, w biznesie zajmujący się „wszystkim”. Chcąc przedstawić rzetelnie realia trzeba jasno powiedzieć, że czas prywatyzacji spowodował w Rumunii tyle kryzysów klubów ile chyba nigdzie na świecie. Wojskowi nie byli tu wyjątkiem. Niemniej farsa o dramatycznych skutkach, jaka dotyka Czerwono – Niebieskich nie ma sobie równych. Bardzo szybko skonfliktował się on z kibicami. Trudno sobie wyobrazić inny obrót wypadków, gdyż Becali nie krył niechęci dla ruchu ultras. Wiele osób zapewne kojarzy, że w 2013 roku, kiedy jeszcze obowiązywała tzw. „klątwa Widzewa Łódź” (od czasu występów drużyny RTS-u żadna polska drużyna nie mogła zakwalifikować się do Champions League), to właśnie Steaua Bukareszt wyeliminowała Legię Warszawa w ostatniej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów. Niewielu za to wie, że właściciel pogromcy CWSK-u oglądał ten mecz w więzieniu, gdzie przebywał od trzech miesięcy, z perspektywą trzech lat… Wyrok otrzymał za nadużycie władzy przy wymianie gruntów z ministerstwem obrony narodowej. To jednak nie był jedyny problem Gigiego powiązany z tą instytucją. Niedługo po przejęciu przez niego klubu, rozpoczęła się „wojna” z armią o barwy, herb i nazwę – Steaua Bukareszt, jak również wszystkie trofea… Sytuacja absolutnie nie mieszcząca się w głowie. Kuriozalnością prześcigająca nawet tą z Panem Vannem Ly, niedoszłym „inwestorem” Wisły Kraków. Herb, nazwa i niejako „historia” drużyny sukcesywnie występującej w rozgrywkach stały się przedmiotem sporu sądowego. Drużyna oczywiście grała nieprzerwanie jako Steaua Bukareszt. Wyjście z więzienia Becaliego zbiegało się w czasie z wyrokiem w trybie apelacyjnym, przyznającym jednak wszelkie prawa do historycznej marki wojsku. Od 1 lipca 2017 r. drużyna zaczęła występować z nowym logiem (herb – historyczny, zasługujący na tą nazwę był już w dyspozycji wojska) pod pełną nazwą Fotbal Club FCSB . Mimo tego, praktycznie wszystkie źródła podają „tą Steauę” jako kontynuatora tradycji – nawet poczciwa polska wikipedia. Nie da się jednak ukryć, że ta zmiana odebrała dużo ze swoistej „godności historycznej” tego wielkiego klubu, za którym stały zastępy całych pokoleń kibiców. Cóż to jednak mogło obchodzić „wielkiego Gigiego”…

Na zdjęciu George „Gigi” Becali

 

Ministerstwo Obrony Narodowej po przejęciu praw do barw, herbu i nazwy założyło nowy klub, który wystartował w 4 lidze – CSA Steaua. Doprowadziło pierwotnie do rozdwojenia, a obencnie trafniej byłoby twierdzić, że roztrojenia jaźni środowiska kibiców i sympatyków Czerwono – Niebieskich. Otóż większość kibolskiej braci, uczęszczającej na Peluza Sud, czyli Trybunę Południowa uznała tworzony przez wojsko byt za prawowitą i słuszną Steauę. Nie ma co ukrywać, że kluczowy wpływ na to miało zmęczenie nieustannymi konfliktami z Becalim, jak również chęć aktywnego kontynuowania działalności ultras. Zresztą i tak rozstrzygnięcie idealne jest niemożliwe, gdy jeden podmiot faktycznie i nieustająco jest kontynuatorem klubu, a drugi ma prawo do historycznej nazwy i herbu. To jest dopiero paranoja! Dla porządku należy uzupełnić, że jest to decyzja zdecydowanie największej i najaktywniejszej części środowiska. Z kolei przedstawiciele grup, które były zlokalizowane na Trybunie Północnej, w głównej mierze, zdecydowali się bojkotować obie drużyny. Jedynie bardzo nieliczne osoby jakkolwiek związane z ruchem ultras postanowiły trwać przy FCSB.

Fanatycy Steauy mieli już dość upokorzeń… Obraz najlepiej oddający do czego doprowadziły konflikty Becaliego z fanami to zdjęcie kartoniady z meczu eliminacji Ligi Mistrzów przeciwko Manchesterowi City (16.082016 r.). Sęk w tym, że na to spotkanie, które powinno być hitem, choreografię przygotowali ultrasi Dianama Bukareszt. Zaprezentowali kartoniadę, która tworzyła napis „DOAR DINAMO BUCURESTI”, co oznacza „TYLKO DINAMO BUKARESZT”. Tak się stało, gdyż władze klubu ochoczo przystały na propozycję nieznajomych osób dotyczącą stworzenia oprawy szlagieru… Można bronić Steauy, że mieli bojkot; cóż mieli począć skoro nie było ich na stadionie; nie mają wpływu na ograniczonych umysłowo przedstawicieli władz klubu, itd… To wszystko zresztą będą słuszne argumenty. Niemniej jakie to ma znaczenie…? Cały świat obiegły zdjęcia z tej poniżającej Steauę Bukareszt prezentacji. Nawet nasz rodzimy Przegląd Sportowy nie omieszkał poświęcić temu wydarzeniu spory artykuł. Zresztą nie ma co się dziwić skoro donosiły na ten temat CNN, BBC, Eurosport, hiszpańska Marca, włoska La Gazetta dello Sport i całe mnóstwo innych mediów od największych po najmniejsze. Nie trzeba dodawać, że portale i inne kibicowskie środki przekazu zdjęcia tej oprawy obiegły w mgnieniu oka. Powstało mnóstwo gadżetów i grafik w oparciu o ten motyw „Doar Dinamo Bucuresti”. Koszulki z takim hasłem stały się elementem ubioru nie tylko kibiców, ale również działaczy i piłkarzy… Nie ma co się zresztą dziwić…

Przechodząc już do samej relacji z meczu należy zacząć od tego, że wieczne derby są rozgrywane na Arenie Narodowej. Stadion ten może pomieścić ponad 55 000 widzów. Tego dnia frekwencja nie osiągnęła jednak poziomu nawet 28 000.Oczywiście trudno cokolwiek zarzucić fanom Czerwonych Psów. Dinamo szczelnie wypełniło sektor gości. Ponadto pojedyncze osoby dało się dostrzec na trybunie VIP. Przed meczem również było widać wspólne przemarsze niektórych grup. Dużo inaczej prezentował się sektor dopingujących kibiców Steauy… No właśnie… Kilka zdań wcześniej była o tym mowa. Znaczna część fanów wspiera IV-ligowy klub, stworzony przez armię. Niewiele mniejsza część kibiców bojkotuje oba twory. Tylko skromna część osób, zainteresowanych ruchem ultras, uczęszcza na mecze drużyny, pozbawionej nawet herbu i nazwy. Nie mam zamiaru oceniać, który wybór jest tym właściwym (każdy sam może ocenić, która droga jest tą słuszną jego zdaniem), bo sytuacja jest naprawdę trudna. Faktem jest, że środowisko jest podzielone. Część, która próbuje działać przy klubie I-ligowym odnosi się również do historycznego herbu i nazwy. Nie można zarzucić, że w sektorze za bramką były używane barwy z nową nazwą i logotypem. Na flagach były motywy odnoszące się do tego, że STEAUA jest jedna. Ponadto były takie, które zawierały przekaz, iż pomimo znienawidzonego właściciela to ten klub nieprzerwanie kontynuuje historię triumfatora Ligi Mistrzów. Ogólnie oflagowanie było jednak bardzo skromne, niczym frekwencja, która nie pozwoliła nawet na wypełnienie całej trybuny. Niemniej oprawy pojawiły się po za obydwoma bramkami. Fani Wojskowych, którzy uważają, że pomimo wszystko, właściwym jest wspierać tą drużynę, pokazali prezentację podciąganą pod zadaszenie. Przedstawiała ona Gandalfa, czy też innego maga. Uzupełniał ją transparent z napisem odnoszącym się do sytuacji klubu, której treść należy tłumaczyć – w mrocznych czasach gwiazda rozświetla drogę. Dla przypomnienia steaua po rumuńsku oznacza gwiazdę. Z kolei fani Dinama wykonali biało-czerwono- białą kartoniadę. Następnie wciągnięto sektorówkę z chłopcem, przesypującym piach do klepsydry. Motyw ten wkomponowany był w transy głoszące, że „nie można tracić czasu, gdyż psy w tym życiu mają jeszcze coś do zrobienia” (Psy – Dianmo). Następnie na tym sektorze zapłonęły race, które skończyły na murawie. Mecz został wówczas przerwany. Później również jeszcze blask piro rozświetlał sektory Dinama. Poza tym na obu trybunach pojawiały się flagi na kijach oraz małe transparenty z różnymi hasłami. Jest to dość powszechne w „bałkańskich klimatach”. Doping Czerwonych Psów stał na wysokim poziomie, a po euforii spowodowanej wyrównującą bramką na 3:3 w 89 min., naprawdę robił wrażenie. Fani Steauy robili co mogli. Byli słyszalni, ale nie da się ukryć, że również w tej dziedzinie kibicowskiego rzemiosła zdecydowanie ustępowali wiecznemu rywalowi.

Podsumowując mecz kibicowsko był naprawdę ciekawy. Dinamo Bukareszt od strony ultras prezentowało się solidnie. Pomimo licznych grup, jest nieźle zorganizowaną ekipą. Wieczne derby jednak straciły blask, razem z „przygaszoną gwiazdą”. Znajdą się tacy, którzy powiedzą, że opisany powyżej mecz na to miano nie zasługuje, ponieważ tam grała „nieprawdziwa” Steaua. Co więcej będą mieli sporo dobrych argumentów. Paradoksalnie podobnie będzie z tymi, którzy uznają, że pomimo degrengolady, to ta drużyna jest kontynuatorem historii i „tą słuszną” – po prostu ma bardzo złego sternika. Wielu uważa, że „właściwej” Steauy Bukareszt po prostu nie ma. Rzeczywiście sytuacja przysparza o roztrojenie jaźni. Niestety ofiarami tej niesamowitej farsy jest klub i kibice, którzy oddali mu serce. Oczywiste jest dla którego klubu ono bije, ale przy której powinno być drużynie… 

 

autor: J