ŁKS Łódź – Legia Warszawa 25.08.2019 29 sierpnia 2019

Za nami mecz w Łodzi, gdzie miejscowy ŁKS podejmował na własnym obiekcie drużynę Legii Warszawa. Na trybunach pojawiło się 5452 kibiców, z czego 292 stanowili Legioniści, którzy do Łodzi zawitali z sześcioma flagami. Podczas spotkania miejscowi Ultrasi zaprezentowali oprawę „PALIMY SIĘ DO GRY”, do której odpalili sporo pirotechniki.

 

Relacja Legionistów: 

Po jedenastu latach ponownie pojechaliśmy do Łodzi na mecz z Łódzkim Klubem Sportowym. Tym razem przyszło nam zasiąść w sektorze gości przypominającym trybunkę na jakimś osiedlowym orliku. Głośny doping nie był naszą najmocniejszą stroną tego dnia, ale w drugiej połowie mieliśmy powody do radości, głównie dzięki Jarkowi Niezgodzie. „Jarosław, Legię zbaw!” – skandowaliśmy po końcowym gwizdku sędziego, kiedy piłkarze podbiegli pod nasz sektor.

Po raz ostatni na stadionie ŁKS-u byliśmy w październiku 2008 roku, kiedy w 1000 osób stawiliśmy się na skraju „Galery”, skąd dopingowaliśmy naszych piłkarzy (z obecnego składu w tamtym meczu zagrał jedynie Astiz oraz obecny trener bramkarzy, Jan Mucha). Wówczas ŁKS wpuścił nas na ten sektor, ponieważ trwała nasza wojna z ITI i klub nieudolnie organizował „swój wyjazd” do sektora gości. Zresztą w tamtym czasie trzykrotnie zajmowaliśmy miejsca – dzięki uprzejmości gospodarzy – właśnie na wydzielonym sektorze na skraju ‚Galery’. Raz tylko, przy okazji spotkania Pucharu Ekstraklasy, zajęliśmy miejsca w sektorze gości za bramką.

Przez tych kilkanaście lat ŁKS przeszedł długą drogę, by ponownie wrócić do ekstraklasy. Obiekty przy Al. Unii na razie zmieniły się tylko częściowo. Wyburzono dotychczasowy, niszczejący obiekt, a w jego miejsce powstała jak do tej pory tylko jedna, 5,5-tysięczna trybuna oraz tymczasowy sektor gości. Nie jest wcale wykluczone, że kolejne trybuny na ŁKS-ie powstaną, kiedy klub ponownie opuści ekstraklasę.

Na najbliższy ligowy wyjazd ruszyliśmy ze sporym zapasem czasowym spod naszego stadionu. Droga przebiegała nad wyraz sprawnie, a im bliżej byliśmy celu, tym większy popłoch widać było u policji, która wyraźnie nie spodziewała się nas na miejscu tak wcześnie. Kabaryny w ostatniej dosłownie chwili zatarasowały zjazd z autostrady do samej Łodzi, wymuszając drogę przez Zgierz. Im bliżej było stadionu, tym wyczyny policyjnych kabaryn, które spóźnione próbowały blokować skrzyżowania, przyprawiały o salwy śmiechu. Co też wyczyniali „niebiescy królowie szos”, idealnie nadawałoby się do kolejnej części „Akademii Policyjnej”.

Fury zaparkowaliśmy na parkingu znajdującym się bezpośrednio za tymczasowym sektorem gości. Do rozpoczęcia spotkania pozostawało jeszcze sporo czasu, dzięki czemu cała nasza grupa przeszła przez trzy bramki prowadzące na sektor gości. „Ścieżka” do klatki, podobnie jak parking dla przyjezdnych, oddzielony jest siatką, która ma uniemożliwić rzucanie tam przedmiotów przez gospodarzy. Łącznie na stadionie stawiło się nas 292, czyli tylu, ile biletów otrzymaliśmy na ten wyjazd. Płot w naszym sektorze ozdobiło sześć flag: Warriors, Teddy Boys, Jesteśmy waszą Stolicą, (L), czaszka i 1916.

Na sektorach gospodarzy było jeszcze pusto. Ostatecznie fani ŁKS-u niemal wypełnili stadion, chociaż widoczne były luki na skrajnych sektorach. Warto dodać, że łodzianie mają możliwość „zwrotu” (bez zwrotu pieniędzy) swojego miejsca karnetowego, jeśli wiedzą, że nie będą mogli pojawić się na danym spotkaniu, a klub otrzymuje w ten sposób możliwość ponownej sprzedaży tych wejściówek. O ile frekwencja miejscowych – biorąc pod uwagę pojemność trybun – nie była zła, to liczebność ich młyna zdecydowanie na minus. Liczba osób zaangażowanych w doping była nad wyraz skromna. Tylko kilka razy w trakcie całego meczu do wspólnych śpiewów włączała się cała trybuna kryta.

Jak można było podejrzewać, w trakcie meczu nie brakowało obustronnych uprzejmości. Właściwie zanim jeszcze ŁKS skończył śpiewać swój hymn, w ich stronę poleciało „Ch… w d… Łodzi, tej k… nic nie zaszkodzi” oraz „Trzyliterowa, to Łódzka K… Sportowa”. Już w pierwszych minutach gospodarze wyszli na prowadzenie, co trochę podkręciło u nich doping. My przez całą pierwszą połowę dopingowaliśmy w asyście bębna, ale przyznać trzeba uczciwie, że to nie był nasz najlepszy dzień pod względem wokalnym. Można by ponarzekać również na totalny brak akustyki w naszym sektorze, ale szukanie tanich wymówek nie przystoi.

Po przerwie ograniczyliśmy się do sporadycznych okrzyków i pieśni. Łodzianie zauważywszy ciszę w naszym sektorze krzyknęli „Hej k…, coście tak cicho?”. Kiedy jednak szybko nasi piłkarze doprowadzili do wyrównania, jakoś cichutko zrobiło się po ich stronie, co szybko wykorzystaliśmy skandując pod ich adresem „Coście tak cicho?!”. Większość czasu drugiej połowy poświęcono więc na obserwację boiskowych poczynań, co też wielu z nas nie zdarza się zbyt często. Najlepiej świadczy o tym fakt, że raz po raz dało się zauważyć zdziwionych futbolowych ekspertów, zadających pytania w stylu „To Astiz gra jeszcze w Legii?”.

ŁKS w drugiej połowie zaprezentował oprawę, która na miano choreografii sezonu prawdopodobnie nie zasłuży. Prezentacja była jednak na tyle skomplikowana, że pokazanie jej w pełni, zajęło dobrych kilkanaście minut łódzkim ultrasom. Zaczęto od długiego i żmudnego rozwijania transparentu „Palimy się do gry” z płomieniami. Później, kiedy sektorówka w barwach zjechała, zaprezentowane zostały folie również mające imitować płomienie, a także odpalonych zostało ok. 30 rac. „Co to jest, co to jest?” – skandowali legioniści, najwyraźniej nie doceniając łódzkiej sztuki.

Po przerwie wokalnie nie wysilaliśmy się. Tak by podobnie jak piłkarze, oszczędzać siły na wyjazdowy mecz z Rangersami. Raz na jakiś czas pojawiały się bluzgi pod adresem łodzian, czy zaprzyjaźnionych z nimi kibiców Lecha. Po golu na 2-2 w wykonaniu Jarka Niezgody, wyjazdowa ekipa zareagowała skandowaniem „Ja-ro-sław, Ja-ro-sław!”. A że Niezgoda strzelił tego dnia także drugą, i jak się później okazało zwycięską bramkę, tego dnia został bohaterem kibiców z Łazienkowskiej.

Po zakończeniu spotkania pod nasz sektor podeszła cała drużyna, wraz ze świętującym 40. urodziny „Vuko”. Brawami podziękowaliśmy piłkarzom za walkę do końca i zwycięstwo. Po chwili rozpoczęło się zaś skandowanie „Jarosław, Legię zbaw!”.

Dość szybko opustoszała trybuna zajmowana przez kibiców ŁKS-u, a my zostaliśmy wypuszczeni na parking do naszych samochodów. Na wyjazd ze stadionu musieliśmy jednak poczekać jeszcze ponad godzinę. Tym razem policja zabezpieczyła już wszystkie skrzyżowania aż do autostrady, a droga aż do samej stolicy odbywała się z balastem.

Już w najbliższy czwartek przed nami kolejne wyjazdowe spotkanie – rewanż z Rangersami, na którym musimy dać z siebie wszystko, by pomóc drużynie w awansie do fazy grupowej LE. Wiadomo, że Ibrox Park wypełni się do ostatniego miejsca, ale naszym celem będzie przebicie się przez blisko 50 tys. szkockich kibiców.

 

To spotkanie cieszyło się dużym zainteresowaniem wśród naszych fotografów, dlatego mamy dla Was wiele ciekawych galerii:

relacja: legionisci.com