GKS Bełchatów – Widzew Łódź 12.05.2019 13 maja 2019

Za nami pierwsze od sześciu lat derby województwa łódzkiego przy Sportowej 3, które zostały okraszone sporą ilością różnej pirotechniki. Więcej w bardzo obszernej relacji kibiców GKS-u Bełchatów.

 

Bełchatowianie:

Derby łódzkiego z Widzewem przy Sportowej 3 – pierwsze od sześciu lat! Czy ktoś przed sezonem wyobrażał sobie scenariusz, że będzie to mecz o wszystko, zarówno dla nas, jak i gości? I do tego że wszystko ułoży się idealnie dla biało-zielono-czarnych, w każdym aspekcie??? Mecz – marzenie, który będziemy pamiętać latami! GKS wciąż w grze o awans, a rywal upokorzony i pozbawiony złudzeń! Historia, która pisze się na naszych oczach!

Ale po kolei. Przygotowania do derbów rozpoczęliśmy już… zimą, kiedy to namalowana została oprawa, która spokojnie czekała sobie na „D day”. Dalszy ciąg przedderbowego klimatu to już kilka dni przed meczem, kiedy to niedobitki lokalnych sympatyków łódzkiego klubu z Bełchatowa i okolic miewały dylemat, którędy i o której wyjść z domu. Pewnej nocy buszowali natomiast czerwoni przyjezdni z innych miast, znani w Polsce z przestrzelania kibicowskich grafów. Dość dobrze znali topografię miasta, bo „trafili” sporo naszych prac, przy okazji przekonując się dobitnie, do kogo należą wszystkie bez wyjątku bełchatowskie osiedla. Spora część została przez nas błyskawicznie odnowione, więc nad ranem w dniu meczu ponownie wybrali się na wycieczkę, rozładowując swe frustracje na grafach pod stadionem, jednak i tym razem wszystko zostało doprowadzone do porządku i okolica estadio pięknie udekorowana była gotowa na mecz! Jednocześnie od samego rana pod kasami zaczęli gromadzić się fanatycy Dumy Brunatnej Stolicy.

W tygodniach poprzedzających derby wszystko wskazywało na to, że uda się rozegrać mecz normalnie po kibolsku – z pełną klatką przyjezdnych. Jednak na 2 dni przed pierwszym gwizdkiem, kiedy przedmeczowe ciśnienie sięgnęło zenitu, nagle ogłoszono, że decyzją PZPN kibice gości dostają zakaz przyjazdu, za jakieś wydumane przewinienia z meczu z Radomiakiem. Goście co prawda pomimo zakazu coś tam próbowali, z samego rana jechali w stronę Bełchatowa furami z kilku kierunków naraz, jednak wybrali główne trasy dojazdowe, na których bardzo łatwo przechwycili ich mundurowi, uniemożliwiając dalszą podróż… I tyle ich niestety widziano.


My formujemy najliczniejszy młyn od czasów naszych przenosin na trybunę wschodnią, na którą zabrakło biletów. Było nas prawie 700 osób (w tym 15 fanów Hutnika Nowa Huta i delegacja Łódzkiego Klubu Sportowego), a spore grono chętnych odeszło z kwitkiem i chcąc nie chcąc zasiadło na zachodniej, na której dzięki temu udało się rozkręcić całkiem fajny doping! Pół godziny przed meczem ochrona wpuszczająca ludzi na młyn zaczęła coś świrować, wyprowadzając jednego z kibiców i wzywając posiłki. Zbiegamy się w to miejsce, następują lekkie przepychanki i pyskówki, po których na chwilę wpuszczanie kibiców zostało przerwane. Na szczęście czarnuchy szybko idą po rozum do głowy i odchodzą na bok.

W młynie i po jego bokach rozwieszamy 15 flag (w tym dwie debiutujące – grupy Bełchatowscy Patrioci`08 i osiedla Słoneczne) i ruszamy z dopingiem, w asyście aż trzech bębnów. W związku z faktem braku przyjezdnych rezygnujemy z drugiej z przygotowanych opraw oraz z „niespodzianki specjalnej”, zostawiając je na lepszą okazję. Postanowiliśmy ograniczyć się do pierwszej z zaplanowanych opraw i sporej porcji pirotechniki. I tak w 16 minucie meczu cały stadion unosi do góry kartony, które na każdej z trybun utworzyły biało-zielono-czarne barwy. Do tego w młynie wisi starannie namalowany transparent „Barwy wspaniałe wznoszone ku chwale” (cytat z jednego z hip-hopowych kawałków Raka) oraz świece dymne w barwach klubowych. Wiatr dość szybko zwiał dym na bok, ale i tak efekt wyszedł całkiem fajnie. Chwilę wcześniej stadion eksplodował po golu na 1:0 i doping z wiadomych względów nabrał jeszcze większego animuszu. Kwadrans później przyszło wyrównanie stanu gry, było dużo walki na murawie przez następne minuty, a także nieustanne wsparcie z trybun, choć niektórym stawka meczu najwyraźniej odebrała głos.


Druga połowa ułożyła się jak w bajce – najpierw gol na 2:1, po którym uaktywniły się pozostałe trybuny, a zwłaszcza zachodnia, gdzie tak dobrego dopingu nie było od lat, włącznie z bluzgami na rywali. Cały stadion podskakiwał przy „kto nie skacze”, a trzecia bramka w końcówce meczu, dająca już pewny TRYUMF dla GKS-u i UPOKORZENIE dla czerwonych, to już prawdziwa ekstaza, w dodatku poparta sporym racowiskiem i flagami na kijach, jak za dawnych lat! Ten moment – upokorzenie „wielkiego Widzewa”, pozbawienie go resztek szans na awans, a jednocześnie samemu pozostanie w grze o najwyższy cel tej ligi – świętowane z racami w rękach, tańcząc i skacząc w oparach dymu i ognia! Dla takich chwil warto być kibicem!

Świętowania po meczu nie było końca, piłkarze długo fetowali z nami przy sektorze, podziękowali także pozostałym trybunom. Derbowy klimat udzielił się nawet pod szatniami w budynku klubowym, gdzie najpierw spięli się zawodnicy obu drużyn, a potem widzewskie „vipy” próbowały dobrać się do skóry własnym grajkom.


Tego popołudnia, mimo niedzieli, bełchatowskie lokale świętowały zwycięstwo GKS-u, wypełnione kibicami w biało-zielono-czarnych barwach! Jak ważne były te derby? Żyjemy na gorącym terenie, otoczeni z większości stron przez miasteczka i wioski sympatyzujące głównie z Widzewem i doskonale wiemy, że o charakter swojego miasta zawsze będziemy musieli walczyć, pielęgnować tutejszy kibicowski patriotyzm lokalny. Dzisiejsze zwycięstwo GKS-u na murawie to wygrana walka o dusze – duma w sercach młodych i najmłodszych bełchatowian i ugruntowanie w nich uwielbienia do TEGO KLUBU. To także bardzo dobry mecz kibicowsko, z najlepszym młynem od lat, solidną oprawą i dwukrotnym odpaleniem pirotechniki. Szkoda, że bez kibiców rywali w klatce, ale takich niestety dożyliśmy czasów. Pozostało im wyładować swe frustracje na przepłaconych piłkarzynach, po powrocie tychże do Łodzi. DERBY ŁÓDZKIEGO DLA GKS-U !

Przygotowaliśmy dla was aż 3 galerie z tego spotkania: