Lechia Gdańsk – Arka Gdynia 07.04.2018 8 kwietnia 2018

The Weekend Offenders of Lechia:

Napięcie wisiało w powietrzu całe popołudnie. Gdy tylko ktoś głośno wypowiedział najmniejsze zwątpienie, nazywano go człowiekiem małej wiary. I chociaż ten cień wątpliwości pojawiał się w naszych głowach, to zostały one rozwiane czterema bramkami. Napiszę to jeszcze raz: …czterema bramkami! Zdenerwowanie opadło. Wybuchła absolutna, nieposkromiona, szalona euforia.

Doping rozpoczął się z kilkunastominutowym opóźnieniem. Ogólnopolski protest kibiców #niconasbeznas – rozbrzmiały przeraźliwe dźwięki gwizdków. I choć wybiła godzina derbowego spotkania, mecz się nie zaczął. Setki serpentyn uniosły się w górę, by za chwilę opaść na murawę i zablokować pierwsze podanie. Solidarność wielu zwaśnionych klubów w Polsce pokazała, że ten mecz odbywa się przede wszystkim dla nas i dzięki nam. I rozpocznie się wtedy, gdy my będziemy tego chcieli.

Przerwa dała chwilę oddechu, a po niej rozpętał się wyśmienity derbowy spektakl. Grupa Ultras Lechia Gdańsk zaprezentowała potężną sektorówkę, która spowodowała u widzów kiwanie głowy z największym uznaniem.

On – elegancki facet z klasą. Przedstawiciel kibolskiej Lechii w garniturze i Biało-Zielonej kominiarce. Skrupulatnie zaostrzoną końcówkę tradycyjnego gęsiego pióra zamoczył w misce śledzi, po czym przyłożył do Aktu Własności, który od zawsze był w jego posiadaniu. Złożył na nim dobitny napis specyficznym atramentem i odwrócił ku gdańskiej widowni: TRÓJMIASTO JEST NASZE. Ostatnią scenę tego wyobrażenia gdańscy ultrasi przedstawili na płótnie prezentując tym samym światowy, niedościgniony poziom. Krwawy napis spływał powoli po sędziwym papierze kierując się ku foliowemu transparentowi: TRÓJMIASTO DO LECHII NALEŻY, który mierzył…uwaga… 3,5 metra. 300 rac, dymy i strobo uniosły pod niebiosa nasze zwycięstwo. Niosły je wraz z euforycznym śpiewem tysięcy kibicowskich gardeł. Lechiści z tym śpiewem na ustach wyszli ze stadionu i Gdańsk długo jeszcze tej nocy nie zasnął.

Do tego dnia od grudnia zeszłego roku Lechia piłkarsko leżała na ziemi przygnieciona tysiącami negatywnych opinii, bezradna w swojej grze, głodna wygranej. Wszyscy wiedzieliśmy, że na derby powstanie. I wstała. Wielka, silna i mocna. Uśmiechnęła się szyderczo, w pięści zgniotła skromną gdyńską drużynę, zbliżyła do siebie i wyszeptała wprost do śledziowego ucha: możemy przegrać z każdym…ale z wami zawsze wygramy.

Chwilę później wybuchła siermiężnym śmiechem.

 

zobacz również zdjęcia:

relacja: The Weekend Offenders of Lechia

zdjęcia: Fot. Aga