GKS Jastrzębie – ROW Rybnik 04.11.2017 9 listopada 2017

Za nami prawdziwy HIT w Jastrzębiu gdzie miejscowy GKS podejmował ekipę ROWu Rybnik. Obie ekipy na to spotkanie ostro się mobilizowały, co przeniosło się na dobrą frekwencję na stadionie. Podczas meczu Gospodarze zaprezentowali 2 oprawy i prowadzili solidny doping.

 

Nas na sektorze gości w Jastrzębiu 501 osób. W tej liczbie 110 zgodowiczów z Zabrza, 43 z Dębicy oraz 60 układowiczów z Katowic. Prócz tego obecna Concordia w 25 osób. Goście zaprezentowali oprawę, do której odpalono pirotechnikę. Warto również wspomnieć, że w dniu meczu ekipa Gladiators ROW Rybnik  przybija układ chuligański z Persona Non Grata.

 

Relacja ROWu Rybnik:

10 długich lat trzeba było czekać na derbowy pojedynek południowych krańców Górnego Śląska. Tym razem prestiżowy mecz zastał nas w dosyć niefortunnym okresie. Drużyna 4. rok gra na tym szczeblu rozgrywek i to raczej walcząc o utrzymanie ligowego bytu, niż o chociażby baraże zaplecza ekstraklasy. Z goła inne nastroje panują w sąsiednim Jastrzębiu- beniaminek szczebla centralnego będący sportową rewelacją ligowych potyczek coraz bardziej nabiera wiatru w żagle… – to tyle tytułem sportowego tła meczu rozegranego 4 listopada 2017 roku.

Kibicowskie przygotowania rozpoczęliśmy odpowiednio wcześniej i zaraz po tym jak okazało się, że możemy liczyć na sporą gościnność w kwestii biletów poruszyliśmy temat wyjazdu na dzielnicach i wśród zgodowiczów. Efekt niezły – 500 rozdysponowanych wejściówek pośród niemalże samych swoich i fiasko zakulisowych rozmów o jakiejkolwiek dodatkowej puli, która uczciwie przyznając i tak była spora (stadion dopuszczony na 3000 miejsc).

„Dać na zapowiedzi”
Przedderbową atmosferę podgrzewają internetowe zapowiedzi po obu stronach i wzajemna mobilizacja własnych szeregów w celu jak najlepszego pokazania się. Mocny sygnał wysyłają tutaj gospodarze, którzy prócz agresywnego filmiku postanawiają zarzucić przynętę w postaci „przecieku” o przygotowaniu przez nich oprawy. Sprawa trafia na podatny grunt ale wbrew oczekiwaniom Jastrzębian z pomocą nie przychodzą malarze lecz grzybiarze, których ilość zaskoczyła niedoszłych myśliwych, którzy w mgnieniu oka z łowczego stali się zwierzyną i to na własnym terenie.

Ekipa farmazon.
Porażka boli. Przyzna to każdy ale tylko w kuluarach i poza protokołem. Oficjalnie trzeba trzymać się linii partii Wielkiego Niezwyciężonego Jastrzębia którego początków trzeba upatrywać jeszcze w czasach strajków robotniczych, toteż niespodziewaną porażkę trzeba obrócić tak by stałą się zwycięstwem. Taktyka stara jak świat: zawyżyć liczbę wroga obcinając swoją, podpiąć ekipę której nie było i wsadzić im w ręce sprzęt którego również nie było w użyciu. Na koniec potwierdzić zdjęciami aut rozbitych w czasie panicznej ucieczki i rozesłać szybko w internet wraz ze sloganami o honorze i czekać aż trafi na podatny grunt internetowych ujadaczy. Cóż prawię się udało choć nie tym razem. Tak samo jak nie udało się zatuszować obecności Piasta na własnych sektorach czy zmiany barw pierwszego z wojowników południa, który rzekomy bastion polskości zamienił na sektę wyznawców niemieckiej opcji.

Dzień meczowy.
Derby rozgrywane o 13:00 sporo tracą ze swego uroku ale infrastrukturalnych przeszkód nie sposób zwalczyć w jeden sezon toteż musiało tak być. Do Jastrzębia po serii organizacyjnych perypetii koniec końców udajemy się kolumną aut i autokarów ze wspólnej zbiórki w Rybniku na której stawiło się 263 ROW, 110 KSG, 43 KSW, 25 Knurów i 60 GieKSy – tej prawdziwej. Przejazd kolumny w górnośląskich warunkach wprowadził niemały zamęt na lokalnych drogach ale po wjeździe na A1 sytuacja została opanowana i kiedy pierwsze samochody zjeżdżały w Mszanej ostatnie dobijały do tyłu kolumny znajdującej się w Świerklanach. O dziwo na trasie naszego przejazdu znalazły się zbłąkane auta o swojsko brzmiącej rejestracji SG, przy czym zmierzały w przeciwnym kierunku, co wzbudziło uzasadnione podejrzenia które okazały się słuszne i reakcja była natychmiastowa. Więcej atrakcji na trasie nie stwierdzono i w żółwim tempie, nieco spóźnieni dotarliśmy na Harcerską gdzie w komplecie zameldowaliśmy się na II połowę spotkania. Z dopingiem ruszamy od 26 minuty po uczczeniu pamięci zmarłego Pastora. Następnie na płocie zawisłą jedyna tego dnia flaga – Gladiators & Torcida. Dla gospodarzy przygotowaliśmy 3 transy – pierwszy w postaci przeróbki flagi odnoszący się do ich mitu założycielskiego – ostatniego bastionu polskości na Śląsku, zaś dwa kolejne odnosiły się do ich zachowań, tego z derbowego tygodnia jak i wcześniejszej sytuacji w której również ratowali się ucieczką. Oprócz tego w drugiej połowie Verdeneri zaprezentowali oprawę w postaci pasów tworzących sektorówkę z wizerunkiem gladiatora i malowaną replikę flagi Gladiators from ROW Rybnik w asyście rac morskich i machajek. Przy okazji oprawy dochodzi do próby wydostania się z sektora, która zostaje udaremiona przy użyciu gazu. „Miejscowi” będący de facto potomkami imigrantów zarobkowych z centralnej Polski z oprawą w postaci kartoniady, flagowiska i jakiś tam fajerwerek odpalanych bodajże zza stadionu. Spora część dopingu to wymiana sąsiedzkich uprzejmości.

Po końcowym gwizdku, który oznajmił porażkę ROWu 2:1 dziękujemy zawodnikom za podjęcie ambitnej walki i czekamy dłuższy czas na możliwość opuszczenia sektora. Podziękowania dla obecnych Zgodowiczów i GieKSy z którą od tego dnia łączy nas oficjalny układ chuligański.

relacja: row.rybnik.pl