River Plate – Boca Juniors 09.12.2018 30 grudnia 2018

Nieuchronnie zbliżamy się do końca 2018 roku. Zachęcamy więc do zapoznania się z felietonem, poświęconym wydarzeniu, które w mijających 12 miesiącach budziło największe emocje, ale i olbrzymie kontrowersje w kibicowskim i piłkarskim świecie. Publikujemy tekst zawierający relację z finału Copa Libertadores w Madrycie: River Plate – Boca Juniors – DERBY BUENOS AIRES – SUPERCLASICO, jak również kulisy towarzyszące zawirowaniom wokół tego latynoamerykańskiego, a właściwie światowego szlagiera.


Finał Copa Libertadores 2018 w Madrycie: River Plate Buenos Aires – Boca Juniors Buenos Aires 09.12.2018

Rozgrywki o Copa Libertadores de America, czyli Puchar Wyzwolicieli Ameryki to odpowiednik europejskiej Ligi Mistrzów dla klubów z Ameryki Południowej i Meksyku. Finał najważniejszego turnieju dla Latynosów, był w odróżnieniu od naszej Champions League, rozstrzygany dwumeczem na rodzimych boiskach uczestników. Tegoroczny miał być, a ktoś może uznać, że był (to już kwestia mocno względna) ostatnim w tej formule. Od przyszłego roku o losach Pucharu Wyzwolicieli będzie decydował jeden mecz, który ma się odbywać na neutralnym gruncie. W 2019 będzie gościł Santiago w Chile.

Finał 2018 miał być jednak wyjątkowy i elektryzował, zarówno piłkarski, jak i kibicowski świat. Po raz pierwszy rozstrzygać o losach Copa Libertadores miało Superclasico czyli derby Buenos Aires: Boca Juniors – River Plate. Dla wielu osób interesujących się ruchem ultras na świecie mecz tych dwóch drużyn na Bombonerze (stadion Boca), czy Estadio Monumental (River) to największe marzenie „kibicowskiego podróżnictwa”. Należy w tym miejscu zwrócić uwagę, że jeśli ktoś zakłada, że może dojść na stadionie do „ciekawych wydarzeń” między kibicami obu zespołów, to jest w błędzie. Od 2013 roku w Superclasico niestety nie uczestniczą fani drużyny figurującej jako przyjezdni. Nie wpłynęło to jednak na ciśnienie, które z taką samą mocą uwalnia się na ulicach liczącej blisko 3 miliony mieszkańców stolicy Argentyny, jednego z największych miast Ameryki Łacińskiej.

Warto również zwrócić uwagę na jedną piłkarską ciekawostkę. CABJ wygrywając ten wyjątkowy finał mogło się zrównać w ilości wygranych Pucharów Wyzwolicieli z Club Atletico Independiente Avellaneda. To właśnie ten klub, również argentyński, ma na koncie najwięcej, bo aż 7, zwycięstw w tych prestiżowych rozgrywkach. Boca dotychczas triumfowało 6 razy, a trzeci w tym zestawieniu jest urugwajski Penarol Montevideo mając 5. River Plate do tej pory wygrało tylko, albo aż, 3 – krotnie.

Zawirowania towarzyszyły temu finałowi na różnych płaszczyznach od samego początku. Pierwszy mecz finałowy miał być rozegrany w sobotę, 10 listopada. Niestety kibice, którzy już zapełniali La Bombonera, zostali poinformowani 2 godziny przed meczem o przełożeniu spotkania. Powodem nie były jednak zamieszki uliczne, czy za bardzo przekonywujące „rozmowy motywacyjne” z piłkarzami, a… kałuże pojawiające się na murawie na skutek ulewnych deszczów. Tak właśnie Superclasico w finale Copa Libertadores przełożono po raz pierwszy, tym razem o jeden dzień. W niedzielę spotkanie zostało rozegrane i zakończyło się remisem 2:2. Tu informacja regulaminowa – w Pucharze Wyzwolicieli, w przypadku remisu w dwumeczu, nie ma „podwójnego” liczenia bramek strzelonych na wyjeździe. Tzn, że niezależnie czy w rewanżu padłoby 0:0, czy 8:8 to remis dla Latynosów jest remisem i oznacza dogrywkę.

Na sobotę 24 listopada zaplanowano rewanż na Estadio Monumental. Na treningu Boca Juniors poprzedzającym mecz, który był zaplanowany na tę datę, na Bombonerze stawiło się ponad 50 tysięcy fanów. Atmosfery jaka panowała podczas ostatnich przygotowań zawodników CABJ przed arcyważnymi zawodami nie powstydziłby się chyba żaden pojedynek ligowy. Niebiesko-Złoci przygotowali nawet oprawę na tę okoliczność. Co klasa to klasa. Z „terminowością” planowanego rewanżu pojawiły się jednak większe komplikacje niż z pierwszym meczem. Fanatycy River Plate zaatakowali autokar z piłkarzami rywala. Pojazd został obrzucany butelkami i kamieniami. „Usunęło” to kilka szyb, które pękając raniły zawodników, ale również stworzyły możliwość dostania do wnętrza rozpylanego gazu pieprzowego. Należy jednak wiedzieć, że to nic nowego w tamtych realiach. Dla przykładu w 2015 roku kibice Boca rozpylili tenże sam gaz pieprzowy w tunelu, prowadzącym na murawę, którym szli piłkarze River, następnie z tego powodu hospitalizowani. Podobnych sytuacji można jeszcze wymienić sporo. Istotne jednak jest to, że dla Latynosów atak na piłkarzy wrogiej drużyny nie jest czymś niespotykanym. Sytuacja przedstawiała się jednak tak, że trzech piłkarzy (planowo) drużyny gości trafiło do szpitala. Logicznym więc mogło się wydawać, że skoro zawodnicy jednej z drużyn są niedysponowani, na skutek takiego zajścia, to mecz tego dnia się nie może odbyć. Okazuje się jednak, ze szef FIFA, Gianni Infantino, obecny na tym meczu, uważał inaczej. Według wielu doniesień medialnych groził wręcz Boca Juniors, że wykluczy ich z rozgrywek międzynarodowych na kilka lat, jeśli nie przystąpią do meczu. Tak zaczęła się telenowela z kilkukrotnym przekładaniem tego spotkania jeszcze tego samego wieczoru. Najpierw chciano opóźnić start finału jedynie o godzinę, gdy piłkarze CABJ jeszcze byli w szpitalu. Ostatecznie po kilku komunikatach coraz bardziej odsuwających w czasie pierwszy gwizdek zdecydowano, dzięki porozumieniu przedstawicieli obu klubów, o przełożeniu meczu na niedzielę, jak było wcześniej na Bombonerze.

Warto zdać sobie sprawę skąd u Gianniego Infantino, znanego z tego, że wcześniej losował kulki z nazwami drużyn występujących w różnych rozgrywkach (i można było dostrzec podobieństwo miedzy tym co nosił na szyi, a tym co losował) takie oczekiwanie charakterności u piłkarzy Boca. Szczególnie może to dziwić, gdyż jeśli Pan Infantino ma w sobie przywiązanie do wartości, tradycji, zasad, honoru i niezłomnego charakteru w futbolu, to skrywa je tak umiejętnie, że przynajmniej mi nigdy nie udało się tego dostrzec. Zupełnie inaczej sprawy się mają z jego wielką pasją, którą zdaje się tryskać, a mianowicie fascynacją petrodolarem (choć dolara amerykańskiego również szacunkiem darzy; nie można zarzucić, że jest inaczej). Tu kwestia terminarza FIFA – 18 grudnia, zwycięzca Copa Libertadores miał przystąpić do Klubowych Mistrzostw Świata, które są rozgrywane w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Rozgrywki, które w tym roku rozstrzygnął finał Real Madryt – Al Ain nie interesowały rzecz jasna kibiców, ani nawet miażdżącej większości sympatyków piłki, ale były wyczekiwane przez szejków; Infantino z kolei bez wątpienia stawia ich zadowolenie jako priorytet federacji, której szefuje – chyba nawet skutecznie.

Gianni Infantino z Szejkiem | Fot. ghheadlines.com

 

Mecz zatem miał się odbyć w niedzielę, ale i ten termin nie doszedł do skutku z uwagi na wniosek władz Boca Juniors domagających się walkoweru. Telenowela trwała jeszcze chwilę. Zapadła decyzja o rozegraniu meczu na boisku neutralnym. W grę wchodziły zarówno lokalizacje dość rozsądne – Belo Horizonte (Brazylia), Medellin (Kolumbia) i Asuncion (Paragwaj), jak również bliższe sercu szefa FIFA – Doha (Katar), Abu Zabi (Zjednoczone Emiraty Arabskie) i Miami (USA) oraz dwie europejski Madryt (Hiszapnia) oraz Genua (Włochy). Tu warto dodać, że założycielami CABJ byli Włosi z Genui, a Genueńczykami (Los Xeneizes) Niebiesko-Złoci są nazywani do dziś. Wybór padł na Santiago Bernabeu w Madrycie, 9 grudnia. Była to decyzja bardzo niebezpieczna dla piłki nożnej i wszelkich rozgrywek z tradycjami. Może stanowić idealny wytrych dla FIFA. Oddanie tego meczu gdziekolwiek za Petrodolary, bądź do USA było zupełnie nie do przyjęcia dla CONMEBOL (latynoskiego odpowiednika UEFA). Oczywiście powodem nie były ich zasady, a fala oburzenia jaką wywołałaby tak groteskowa decyzja, której nie dałoby się inaczej tłumaczyć niż petrodolarami, Natomiast wybór Hiszpanii mogli argumentować tym, że jest to kraj, gdzie zamieszkuje najwięcej Argentyńczyków poza granicami swojego państwa i obowiązuje ten sam język. Z kolei dla Infantino stanowi precedens, którym będzie mógł się posługiwać próbując wpływać na przenoszenie różnych meczów na inne kontynenty. Będzie to również koronny argument dla rozegrania, w najbliższych latach, finału Ligi Mistrzów pierwszy raz poza Europą – w Nowym Jorku.

Gianni Infantino ze swoimi przyjaciółmi często rozważa kierunki rozwoju futbolu. | Fot. fifamedia/Twitter

 

Wydźwięk wybrania Europy, Hiszpanii i jej stolicy Madrytu na miejsce rozegrania historycznego, będącego zarazem Superclasico, finału Pucharu nazwanego imieniem Wyzwolicieli Ameryki Południowej każdy może ocenić sam.

Tu jednak od pewnego SMS-a, z początkowo luźną ciekawostką, że finał Copa Libertadores ostatecznie jednak zostanie rozegrany w Madrycie rozpoczyna się wyjazd na Superclasico, który stał się przyczyną tego tekstu. Dla jasności, nie dość, że mieliśmy mieć do czynienia z derbami Buenos Aires, na których będą kibice obu drużyn, co nie miało miejsca od 5 lat i nie wiadomo czy i kiedy jeszcze będzie miało, to podział biletów na obie ekip miał być równy. Oczywistym było, że nie można oczekiwać opraw, przy nieznajomości stadionu. Naturalne było też, że bilety wykorzystają nie tylko fanatycy, którzy przylecą z Buenos. Ceny lotów w tak krótkim czasie były niezwykle wysokie, a i tak wchodząc na strony linii lotniczych można było zaobserwować jak znikają w ekspresowym tempie. Trudno również było kupić wejściówki meczowe zarówno na sektor River Plate, jak i Boca (które były obiektem naszego, skutecznego polowania). Zakupione bilety były w postaci elektronicznej, przeznaczonej do pobrania na telefon. Istna zmora dla kolekcjonerów i przygnębiający znak czasów… Niemniej zainteresowanie było i tak ogromne, gdyż Santiago Bernabeu miało czekać wydarzenie bezprecedensowe – pierwsze Superclasico w finale Copa Libertadores, rozgrywane, na dodatek, przy równych ilościach kibiców obu drużyn.

W dniu meczowym od samego rana widać było zarówno większe grupki Latynosów, którzy ewidentnie przylecieli z Argentyny, jak i pojedyncze, mniejsze, które zjeżdżały się z Europy. W wielu miejscach miasta i na stacjach metra były grupki, które wznosiły śpiewy.

Wyznaczone były punkty informacyjne dla kibiców obu drużyn. Znana jest tendencja w Ameryce Południowej do wchodzenia na stadion na długo przed meczem, jednak tłumy pod stadionem, na 3 godziny przed pierwszym gwizdkiem, były zaskoczeniem. Po wyjściu z metra na stacji Santiago Bernabeu od razu znaleźliśmy się w swoistym korytarzu, wygrodzonym do wejść na sektory przeznaczone dla Boca Juniors. Takie środki bezpieczeństwa nie są stosowane dla kibiców gości, wizytujących ten stadion podczas meczów wyjazdowych z Realem. Widać było, że hiszpańska policja miała przykaz zrobić wszystko, co niezbędne i co zbędne, żeby uniemożliwić konfrontację w okolicach stadionu.

Korytarze prowadziły do strefy znajdującej się przed pierwszymi bramkami kontrolnymi. Śmieszna sytuacja miała miejsce np. z piwem. Jeśli ktoś posiadał przy sobie, to musiał zostawić. Niemniej w bezpośrednim otoczeniu stadionu, w którym znajdowaliśmy się po przejściu „macania”, był bar i sklepy w których można było kupić ten sam browar, który „z przyczyn bezpieczeństwa” należało wcześniej zostawić… Pod Santiago Bernabeu było jak zwykle całe mnóstwo straganików z szalikami meczowymi i innymi souvenirami. Zainteresowanie oferowanym towarem przerosło nawet oczekiwania handlarzy. Z uwagi na dużą ilość sympatyków na stałe mieszkających w Europie, którzy chętnie kupowali bazarowe pamiątki, na 2 godziny przed meczem większość okolicznościowych fantów była już wyprzedana i wisiały tylko te, oznaczone logiem Realu Madryt (logiem – herb Realu Madryt miał krzyż, oferowana wersja jest oficjalnym logiem klubowym, znakiem towarowym, który można sprzedawać Arabom, ale nie jest godna by nazywać ją herbem).

Stadion na 2 godziny przed meczem zaczął już się wypełniać. Nawet na sektorach oficjalnie neutralnych byli praktycznie wyłącznie kibice Boca i River. Podczas obchodu stadionu można było dostrzec po stronie Millonarios (River Plate) barwy Independiente Medellin (Kolumbia) oraz Ultras Sur (Realu Madryt), które jednak były dostępne na wcześniej wymienionych straganach. Z kolei na sektorach Boca Juniors była spora grupka Olimpii Asuncion z niedużym płótnem (Paragwaj), jak również znacznie mniejsza Partizana Belgrad z małą flagą. Nie oznacza to, że na po obu stronach nie pojawiły się inne barwy klubowe – te widzieliśmy, innych mogliśmy po prostu nie dostrzec. Ponadto przewinęło się kilku kibiców CSKA Moskwa (nie byli oni z tą grupką Partizana), których drużynę miał czekać w środę mecz z drużyną „Królewskich” w ramach Ligi Mistrzów. Na sektorach neutralnych i VIP ponadto pojawiało się koszulki Realu Madryt, jak również, dosłownie kilka, brazylijskiego Chapecoense, w które ubrani byli Hiszpanie, którzy na pewno kupili je po tragicznej katastrofie lotniczej z piłkarzami tego klubu. Były to jednak marginalne przypadki, a nawet Antoine Griezmann (piłkarz Atletico Madryt) paradował w trykocie CABJ.

Podczas całego meczu obie ekipy prowadziły bardzo głośny i melodyjny doping. Robił naprawdę ogromne wrażenie. Stadion obwieszony był mnóstwem małych i dużych flag w barwach biało-czerwonych i żółto-niebieskich. Na wielu znajdowały się nazwy również europejskich miast. Słychać było sporą różnicę, między śpiewem płynącym z sektorów za bramkami, gdzie dominowali fanatycy, którzy przylecieli z Argentyny, a włączającymi się sąsiadującymi częściami głównych trybun, gdzie ewidentnie zdecydowanie więcej było kibiców na co dzień zamieszkujących stary kontynent. Niemniej zobaczyć fanatyków Boca Juniors i River Plate podczas Superclasico na jednym, podzielonym stadionie; ujrzeć to jak „żyją meczem” i jak ogromne emocje im się udzielają było niesamowitym przeżyciem.

Takie samo zaangażowanie było udziałem piłkarzy. Nie chodzi o to by opisywać boiskowe zdarzenia, lecz naprawdę trzeba oddać, że futboliści obu drużyn nie zachowywali się jak gwiazdeczki, lecz walczyli jakby im naprawdę zależało na herbie, który noszą na piersi. To nie miejsce do ocen podań, strzałów, czy ciekawych (niektórych bardzo) decyzji sędziego. Niemniej oddanie piłkarzy w tym meczu było niespotykane, a na pewno niespotykane dla bywalców europejskich stadionów. W dogrywce boiskowe określenia o „dawaniu jeszcze z wątroby” i „oddychaniu rękawami” nabrało nowego wymiaru, gdy jedna z drużyn grała już w 10 po błysku czerwieni. Podobnie rzecz się miała z rolą bramkarza, gdy golkiper Boca ostatnie 5 minut prawie w całości spędzał na połowie Millonarios. Dla porządku dodam, że mecz wygrało River Plate 3:1 w doliczonym czasie gry, zdobywając gola nr 3 już na pustką bramkę. To gdzie wtedy znajdował się ten, który zwyczajowo powinien stać między słupkami zostało napisane dwa zdania wcześniej, bo jeszcze wierzył i walczył… Mimo starań i pozostawienia mnóstwa zdrowia przez piłkarzy Niebiesko-Złotych w Madrycie to biało-czerwoni świętowali.

To oni po meczu zdominowali Puerta del Sol, które stało się miejscem śpiewów i zabawy fanów River Plate. Tymczasem w samym Buenos Aires doszło do wielu konfrontacji kibiców obu grup. Jakżeby zresztą by mogło być inaczej przy tej skali wydarzenia.

Dla nas i wszystkich kibiców będących na tym wyjątkowym meczu było to wielkie przeżycie i możliwość udziału w czymś, co może się już nigdy nie powtórzyć. Widzieliśmy kilku argentyńskich kibiców, którzy po wejściu na stadion mieli łzy w oczach. Dla wszystkich interesujących się ruchem ultras było to spełnienie „kibicowsko-podróżniczych” marzeń o Superclasico. Nie może jednak ujść uwadze, że dla przetrwania jakichkolwiek tradycji i chociaż marnych resztek, i tak już wyniszczonych wartości w futbolu, był to niestety bardzo niebezpieczny precedens, poniżający instytucjonalnie piłkę południowoamerykańską i dający argument dla dalszej degeneracji…

autor: J