Raków Częstochowa – Korona Kielce 20.07.2019 22 lipca 2019

Pierwszy, „domowy” mecz Rakowa w Ekstraklasie z perspektywy trybun stadionu w Bełchatowie obejrzało 3365 kibiców. Gospodarze na ten mecz wystawili około 600-osobwy młyn, na początku spotkania została również zaprezentowana oprawa dotycząca śp. Zbyszka Dobosza, trenera-legendy, który nie doczekał powrotu RKS-u do najwyższej ligi.

Pomimo zamknięcia przez prezydenta Bełchatowa sektora gości, dzięki uprzejmości Rakowa Częstochowa, na sektorach gospodarzy zasiadło 384 fanatyków Korony Kielce. Każdy z wyjazdowiczów tego dnia miał na sobie czarną koszulkę. Koroniarze swój doping rozpoczęli od podziękowań w stronę Rakowa, następnie każdy skupił się na własnym dopingu.

 

Relacja Rakowa Częstochowa:

Pierwszy po 21 latach mecz w Ekstraklasie był dla nas wielką niewiadomą. Nie z powodów sportowych, te zawsze są gdzieś na drugim planie. Przez opieszałość, żeby nie powiedzieć wprost zaniechanie, władz miasta w roli gospodarza musimy grać 80 km od Częstochowy, na obcym nam stadionie (bo przecież nie poznaliśmy go trzy lata temu, gdy z rozmachem wbiliśmy na sektor gości). Jakby tego było mało to trzy dni przed meczem prezydent Bełchatowa postanowiła zadbać o los milicjantów, i żeby ci się nie przemęczali nie wydała zgody na otwarcie sektora gości. Wobec czego tak naprawdę mecz z Koroną był traktowany jako przetarcie i rozpoznanie terenu. Z kibolskiej zbiórki wyruszyło 7 autokarów, busy i fury.

Do tego klub zorganizował cztery autokary dla tej mniej fanatycznej części Rakowiaków, którzy wykupili bilety na prostą. Przemieszczenie się do Bełchatowa mimo fatalnej obecnie trasy dojazdowej odbyło się w miarę sprawnie. Na trybunach spokojnie pojawiło się ponad dwa i pół tysiąca osób związanych emocjonalnie z Rakowem. Na pewno pojawili się też miejscowi sympatycy futbolu. My od początku musieliśmy pokonywać swoiste problemy. Długie boje stoczyliśmy o wniesienie sektorówki, później na trybunach kilku nadgorliwych ochroniarzy musiało być wyprostowanych, ale ogólnie było bez większych zgrzytów.

Z osób zasiadających na trybunie za bramką uformowaliśmy w I połowie ok. 600-osobowy młyn. Większość ubrana na czerwono, co potęgowało wrażenie, że jest nas więcej. Po przerwie towarzystwo trochę się poprzemieszczało po sektorze, przez co jakby mniej osób angażowało się w doping. Na początek intonujemy „Piłka nożna dla kibiców” oraz „zawsze i wszędzie”.

Później w górę idzie sektorówka z podobizną śp. Zbyszka Dobosza, trenera-legendy, który nie doczekał powrotu RKS-u do najwyższej ligi. Na płocie zawisł jako uzupełnienie trans: „Zobacz Zbyszku, wróciliśmy”.

Od początku staraliśmy się dobrze dopingować. Bywało z tym różnie, ale wiadomo że zawsze lepiej wychodzi to gdy są goście. Korona pomimo decyzji prezydent Bełchatowa przyjechała normalnie jakby był sektor gości otwarty w 5 autokarów, 3 busy plus kilka fur. Decydujemy się odstąpić im część trybuny na której stoimy. Długo to wszystko trwa, ale ostatecznie na początku drugiej połowy meldują się w 326 osób (za tyle biletów się rozliczyli) na stadionie. Zaczynają od podziękowań za ogarnienie wejścia, później obie strony pozdrawiają wiadome służby, a następnie każdy zajmuje się swoim dopingiem.

Korona która zbiła się w kupę potrafiła bardzo fajnie dopingować. Po przegranym meczu w miarę szybko opuszczamy rejony stadionu GKS-u. Trzeba dodać jednak jeszcze, że na meczu wiszą dwa transy. Pierwszy mający już kilkanaście lat, ale jak widać nie tracący wciąż na aktualności „PNDK”, oraz drugi skierowany do prezydenta Częstochowy. Ciekawskich informujemy, że kolory na transie nie były przypadkowe ;) Do tego na meczu obecnych 2 kibiców Stomilu, oraz 2 osoby z Lechii z rodzinami. Po meczu podróż powrotna w miarę sprawna. Droga mimo, że fatalna to obstawiona jakby w pobliżu miała miejsce jakaś wizyta Trumpa a nie mecz piłkarski.

 

Relacja Korony Kielce:

Po dwumiesięcznej przerwie rozgrywki ligowe wznowiła najwyższa liga rozgrywkowa w Polsce. Los sprawił, że już w pierwszej kolejce trafił nam się wyjazd do Beniaminka Ekstraklasy, jak się później okazało wcale nie do miasta- gospodarza. Problemy z infrastrukturą stadionową to problem znany nie od dziś, jednak nadal włodarze klubów i miast nie potrafią sobie z tym poradzić i ciężko jest się im dostosować do nowej, ekstraklasowej rzeczywistości. Gdy już było pewne, że Raków nie dostanie pozwolenia na rozgrywanie spotkań w Częstochowie padł pomysł gry w Sosnowcu. Ostatecznie sprawa zakończyła swój bieg w Bełchatowie i to właśnie tam swoje mecze w tym sezonie rozgrywać będzie częstochowski Raków. Gdy już doszło do podpisania stosownych dokumentów i ostatecznie decyzja została podjęta, dla nas było jasne i w pewien sposób pewne, że otrzymamy komplet biletów na sektor gości na stadionie przy ul. Sportowej 3 w Mieście Torfiorzy. Dystrybucję biletów rozpoczęliśmy w dosyć dobrym tempie już na turnieju kibiców tydzień przed planowanym wyjazdem. W połowie tygodnia było już niemal pewne, że zaprezentujemy się tam w komplecie. W czwartek zaczęły dochodzić do nas głosy, że pani prezydent miasta na prośbę wiadomo kogo postanowiła zamknąć sektor dla przyjezdnych. Mimo całego zamieszania postanawiamy kontynuować zapisy na wyjazd, działając tak, by w sobotnie popołudnie dopingować nasz klub.

Gdy nadszedł dzień meczowy, zbieramy się pod kieleckim stadionem, wszyscy ubrani na czarno, by kilka minut po 11stej wyruszyć na wyjazd pięcioma autokarami, jednym busem i kilkunastoma autami. Na trasie tradycyjne problemy z psiarnią, która robiła wszystko, abyśmy do Bełchatowa dojechali jak najpóźniej. W planach nie mieliśmy, żadnego postoju, aby jeszcze bardziej nie spowalniać naszej podróży i tak po prawie trzy godzinnej jeździe docieramy pod stadion! Jednak tu zaczęły się kolejne komplikacje. Bilety, które nabyliśmy w czasie zapisów okazały się nieważne i musieliśmy czekać na wydrukowanie nowych wejściówek. Przez ten czas mimo spokojnego czekania na wejście wyłapujemy kilka mandatów. Mecz się rozpoczął, a my zaznaczamy swoją obecność pod obiektem miejscowego GKS-u.

W około 30 minucie spotkania dostajemy info, że bilety są już do odebrania, więc okrążając trybuny kierujemy się w stronę sektora Rakowa. W przerwie meczu w dosyć sprawny sposób przechodzimy przez kołowrotki. W tym czasie nasi piłkarze strzelają bramkę z karnego, dzięki której obejmujemy prowadzenie w meczu. Gdy już wszyscy znaleźli się na stadionie w jednej grupie w liczbie 384 wyjazdowiczów wchodzimy na trybunę obok młynu gospodarzy. „Dzięki za wejście, hej Raków dzięki za wejście!” tym okrzykiem wyrażamy uznanie, dziękując kibicom z Częstochowy za udostępnienie sektora i ogarnięcie tematu naszego pojawienia się na stadionie. Prowadzimy sporadyczny doping, jednak z konkretnym pierdolnięciem w niektórych momentach. Głośne okrzyki odbijały się od dachu bełchatowskiego stadionu i na pewno było nas bardzo dobrze słychać. Raków wystawia około pół tysięczny młyn i prezentuje się na dobrym poziomie, większość ubrana w barwy swojego klubu. Frekwencja wyniosła ponad 3 tysiące kibiców, co jak na mecz na neutralnym terenie można uznać za sukces.

Tym razem wygrała piłka nożna, a nie osoby odpowiedzialne, za tak bezsensowne decyzje, jaką była ta o zamknięciu sektora gości. Po spotkaniu dziękujemy piłkarzom za walkę, a oni nam za liczne przybycie. Kilkanaście minut później wracamy do autokarów i wyruszamy w drogę powrotną do Kielc. Na jednym z postojów robimy sobie pamiątkowe zdjęcie. Na miejscu jesteśmy po 20stej. Dzięki wszystkim za obecność na tym wyjeździe i do zobaczenia w Gdyni.

 

Przygotowaliśmy dla Was aż trzy obszerne fotorelacje z tego meczu: