GKS Tychy – ŁKS Łódź 13.04.2019 17 kwietnia 2019

4632 kibiców pojawiło się w Tychach na meczu przyjaźni miejscowego GKS-u z drużyną Łódzkiego Klubu Sportowego, z czego niespełna 1400 osób stanowili przyjezdni. Podczas pierwszej połowy pojawiła się zgodowa oprawa, do której ekipy wspólnie odpalili trochę pirotechniki, więcej w obszernej relacji samych zainteresowanych.

 

Relacja ŁKS-u:

Od naszego ostatniego wyjazdu minęło już trochę czasu. Po wyjeździe do Katowic dostaliśmy zakaz na 3 wyjazdy tak więc oficjalnie nie mogliśmy być ani w Mielcu ani w Bytowie. Wyjazd do Tychów był ostatnim z tych trzech ale oczywiście nikt nie dopuszczał do siebie tej myśli, że do Braci nie pojedziemy. A zapowiadał się całkiem liczny wyjazd. Zapisy odbyły się już na 3 tygodnie przed wyjazdem, dzień przed i na meczu z Podbeskidziem. Można się było jeszcze zapisać na początku tygodnia po meczu. Sporo osób też zamierzało już na miejscu zaopatrywać się w bilety.

Pierwsze osoby do Tychów zjeżdżały już w czwartek, towarzyszyła temu oczywiście niejedna zgodowa impreza. Natomiast główna grupa ruszała ze wspólnej zbiórki. Zanim ruszyliśmy, rozdany został przygotowany na ten wyjazd specjalny gadżet okolicznościowy jakim był łączony szal.

Przy okazji też nadgorliwością musieli się wykazać „stróże porządku” sypiąc mandatami na lewo i prawo. Wszak może komendant pochwali. Przypominamy jednak, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.

Ze zbiórki wyruszyliśmy kawalkadą złożoną z 7 autokarów, kilku busów i aut. Warto tutaj napisać, że jeden z autokarów był ufundowany dla młodzieżowców, zaś drugi dla dzieciaków ufundował FC Kanzas. Droga przebiegała bez większych przygód, jak zawsze kiedy jeździmy na południe, dwa postoje i dojeżdżamy do Tychów. Pod stadionem wymiana voucherów na bilety i można było wbijać się na stadion. Szkoda, że przygotowane były dla wszystkich tylko 4 bramki wejściowe, więc przez to wchodzenie się dłużyło i ostatnie osoby wchodziły już grubo po pierwszym gwizdku.

Przed meczem oczywiście w okolicznych pubach rozbrzmiewały zgodowe piosenki w asyście niezliczonych ilości złotego trunku. Na trybunach zaś zajęliśmy miejsca obok młyna tyskich za bramką. Ponadto sporo osób siedziało też na obu prostych. Prowadziliśmy doping na przemian, niejednokrotnie bawiąc się w „pojedynek” na doping, jedna strona nakręcała drugą.

W pierwszej połowie przyszedł też czas na oprawę. W górę poszła wycinana sektorówka „GKS & ŁKS”, transparenty na 2 kijach w barwach ŁKS-u i GKS-u, a także biało-czerwono-białe machajki, które przywieźliśmy ze sobą. Po chwili trybuna za bramką rozświetliła się blaskiem ponad 30 rac.

Tego dnia mieliśmy ze sobą następujące flagi: „Uliczni Wojownicy”, „Rodowici Łodzianie” „Limanka on tour” (debiut) oraz „Nowy trzymaj się”, „Mordor PDW”, „Pieprz trzymaj się”, „Żaba PDW”.


Na meczu była też spora grupa naszych wspólnych bydgoskich Braci. Ogólnie nakręcanie się z dopingiem wychodziło na dobre, gdyż zarówno z jednej jak i z drugiej strony stał on na wysokim poziomie. W drugiej połowie na pewien czas nastąpiła też zamiana prowadzących i nasi nakręcali młyn Tyskich, zaś tyski prowadzący nakręcał nasz doping. Tak więc na trybunach panowała przyjacielska atmosfera.

Na boisku natomiast była walka. Nie ma co ukrywać, że nam punkty były bardziej potrzebne. Naszym Braciom nie grozi już ani awans ani spadek. Nasi piłkarze na szczęście stanęli na wysokości zadania wygrywając ten mecz 2:0, tym samym udowadniając, że porażka z Puszczą w poprzedniej kolejce była jedynie wypadkiem przy pracy. Co bardziej cieszy, dzięki porażce dzień wcześniej rywala w walce o awans, czyli Stali Mielec, z powrotem wróciliśmy do przewagi 7 punktów nad trzecim zespołem w tabeli.

Do końca sezonu jeszcze 6 kolejek. Czy już możemy otwierać szampana? Okaże się niedługo. W każdym bądź razie podczas wspólnego pomeczowego świętowania zwycięstwa poszło z naszej strony „Bójcie się chamy…”, jednak piłkarze jeszcze mocno tonowali te nastroje. Z gniazda Tyskich również poleciał głośny przekaz, kto w tym sezonie ma awansować do ekstraklasy. Wierzymy, że już niedługo zostanie to przypieczętowane.



Po meczu sporo osób zostaje na balety z tyskimi Ziomkami, część wraz z Tyskimi rusza do Krakowa na hokej, po którym świętowali wraz z Braćmi czwarty w historii tytuł mistrzowski. Oczywiście gratulujemy!!! Główna grupa natomiast rusza w drogę powrotną, zaopatrzeni przez tyszan w płynny prowiant. Autokary w drodze powrotnej kilkakrotnie celowo były zatrzymywane przez psy. Jak się później okazało, powodem tego był powrót tą samą trasą Wisły Płock z Sosnowca. Tak więc powrót głównej grupie trochę się przedłużył. Sporo osób wracało następnego dnia.


Udany to był wyjazd, dobra nasza liczba, dobry wynik piłkarzy. Właściwie to ilu nas było w Tychach? Trudno w takich przypadkach o dokładniejszą liczbę. Ogółem zeszło około 1100 biletów na zapisach, do tego sporo osób kupowało bilety już w Tychach. Widoczne to było szczególnie na obu prostych. Przyjąć więc można, że było nas 1300-1400 osób. Dawno nie byliśmy na wyjeździe w liczbie czterocyfrowej. Do końca tego sezonu zostały nam jeszcze 3 wyjazdy, na które już normalnie będziemy jechać. Miejmy nadzieję, że na nie pojedziemy również licznie, wykorzystując komplet przyznanych nam wejściówek. 

 

Przygotowaliśmy dla Was aż 3 galerie z tego spotkania: