GKS Katowice – Raków Częstochowa 09.03.2019 12 marca 2019

Na sobotnim meczu kibice GKS-u Katowice świętowali 55-lecie istnienia swojego klubu. Na Blaszoku zaprezentowali oprawę z hasłem „55 lat GKS Katowice Wiara Honor Tradycja”. Na dachu podwieszona była sektorówka z fragmentem herbu GieKS-y, zaś nad krzesełkami wzniesiono sreberka. Goście przyjechali do Katowic w blisko 400 osób w tym 10-osobowa delegacja Lechii Gdańsk. Nasi Fotografowie przygotowali z tego meczu aż 3 galerie.

 

Relacja Kibica GKS-u Katowice:

Zima powoli odpuszcza, nadchodzi wiosna, a wraz z nią mieszane uczucia. To bardzo sympatycznie, że jest cieplej, że dni są dłuższe i w ogóle łatwo o optymizm. Gorzej, że nadejście wiosny to także powrót pierwszej ligi, w tym meczów naszej GieKSy co powinno nas — kibiców — oczywiście cieszyć, ale w obecnej sytuacji cieszy jakby mniej. Utrzymanie wydaje się już prawie niemożliwe.

Co gorsza, nawet samo utrzymanie nie jest czymś, co można by traktować w charakterze jakiegokolwiek osiągnięcia. Nie czeka nas więc zbyt wiele pozytywnych emocji przy Bukowej — nie ma się co łudzić. Jednakże czy komuś ze stałych bywalców naszego stadionu robi to jakkolwiek różnicę? Czy moje sianie defetyzmu sprawi, że ktoś zrezygnuje z przychodzenia na mecze? Nie żartujcie. Kibiców sukcesu tu dawno nie ma.

Szczerze mówiąc, spodziewałem się dużo gorszej frekwencji na spotkaniu z Rakowem, tymczasem chyba lekko zadziałał efekt inauguracji i całkiem nieźle to wyglądało. Ucieszyłem się, bo smutny to widok, gdy na Blaszoku zapełnia się tylko sektor „B”, a właśnie taki widok obserwowałem w poprzedniej rundzie kilka razy z naprzeciwka. Tym razem zapowiada się runda (albo „rundka”, to raptem kilka meczów!) spędzona w młynie (w kameralnym głosowaniu wśród znajomych wygrała opcja kupna karnetów na Blaszok) co mnie cieszy, bo jakoś tak przytulniej pod tym niskim dachem i jakoś bardziej się człowiek czuje jak u siebie.

Doping prowadzony przez cały mecz to powrót do normalności i muszę przyznać, że — przynajmniej w pierwszej połowie — było momentami naprawdę dobrze, jeśli chodzi o poziom decybeli. Raków pojawił się w Katowicach w dużej liczbie, ale właściwie nie było ich słychać na wysokości sektora „A”, co sprawiło, że pozwoliłem sobie nadać taki tytuł niniejszego newsa. Wbrew pozorom nie ma w nim ironii. Kibice stanęli w sobotę na wysokości zadania i mimo całej naszej tragicznej pod kątem piłkarskim sytuacji, pogorszonej jeszcze tydzień temu wynikiem w Suwałkach, zapełnili Blaszok w przyzwoitym stopniu i nie dali się przekrzyczeć.

 

 

Relacja kibiców Rakowa:

Pierwszy po 20 latach mecz na Bukowej na który mogliśmy udać się na legalu. I to w dodatku historyczny, albowiem po raz pierwszy mieliśmy zasiąść na sektorze za bramką. Dostaliśmy cztery stówki biletów i gdy wydawało się, że będzie potrzeba walczyć o dodatkową pulę okazało się, że nie każdy zapisujący robił to z głową. Trudno. Lecimy pociągiem rejsowym. Razem z nami 10 osób z Lechii Gdańsk. Podróż spokojna, mundurowi o dziwo nieelektryczni. Podróż spokojna, ale za to na Załężu chwilę po wysiadce posypały się mandaty za byle co. Ciśnienie skoczyło bardziej, gdy okazało się, że jeden z legitymowanych jest poszukiwany i go zawinięto.

Koniec końców ruszyliśmy w stronę stadionu, ale już minus jeden, a na plusie kwity na kilka stówek u kilku osób. Wejście na stadion stosunkowo sprawne, mimo zamotanej ochrony, ale powolne przez fakt, że długo tylko jedną bramką wpuszczano. Tutaj też wykazać musieli się miejscowi mundurowi i oprócz mandatów znów zawinięto kolejne osoby. Ostatecznie na sektorze w komplecie meldujemy się jakoś w 10-15 minucie gry. Z 397 osób (387 Raków + 10 Lechia) pięć na obiekcie się nie melduje (w tym zawinięci). Niski i długi sektor utrudnia nieco prowadzenie dopingu, ale jakoś dajemy radę.

Inna sprawa, że daje się nam we znaki również szalejący wiatr, który co chwilę zrywa flagi. Ogólnie mimo faktu, że obecny sektor gości nie umywa się do poprzedniego jakoś wyszło to nieźle. W drugiej połowie spora część dopinguje topless. Miejscowi nienajgorzej. Blaszok głośny, do tego podwieszana oprawa. Po wygranym meczu świętowanie z grajkami i motywacja na środowy puchar. Droga na stacje została urozmaicona przez najebaną grupę kabaretową spod znaku niebieskiej erki. Kilku akurat było na weselu, które odbywało się na trasie naszego przemarszu. Trochę nas rozbawili wokalnie, usłyszeli riposty, a mundurowi zaczęli szaleć. Po krótkim incydencie dotarliśmy na swój peron po czym ruszyliśmy w bezproblemową drogę powrotną, aczkolwiek przed odjazdem nie obyło się bez kolejnych mandatów.