PP: Chojniczanka Chojnice – Legia Warszawa 25.09.2018

Ponad 3700 kibiców obejrzało wtorkowy mecz w ramach Pucharu Polski w Chojnicach. Gospodarze wystawili dobry liczbowo młyn, oraz zaprezentowali oprawę. Do Chojnic wybrało się 300 Legionistów, z których ponad 50 osób nie zostało wpuszczonych na sektor gości pomimo obecności na liście wyjazdowej. Kibice Legii solidarnie opuścili sektor dla przyjezdnych, przez chwilę nie brakowało również obustronnych pozdrowień.

 

Relacja kibiców Chojniczanki:

W I rundzie Pucharu Polski trafiliśmy na Legię Warszawa. Spotkanie cieszyło się dużym zainteresowaniem, na trybunach zasiadło ponad 3700 kibiców, a my na Sektorze C wystawiliśmy 300 osobowy młyn i w asyście 2 bębnów prowadziliśmy dobry doping.

Legia bez dopingu ograniczyła się do kilku okrzyków i bluzgów na naszych ziomków z Gryfa, co spowodowało małą wymianę uprzejmości. Na meczu poza flagami FANATYCY Z GRODU TURA, CHOJNICZANKA CHOJNICE i HISTORIA TWORZONA PRZEZ POKOLENIA prezentujemy sektorówkę z herbem klubu w asyście stroboskopów i flag machajek.

Z nami tego dnia 20 osób z Gryfa Słupsk, 10 KP Starogard Gdański i 10 Lechia Gdańsk. 

 

Relacja Legionistów: 

Po odpadnięciu z europejskich pucharów z Dudelange byliśmy spragnieni pucharowej przygody, która szczególnie w pierwszych rundach jest świetną odskocznią od ligi. We wtorkowe przedpołudnie ruszyliśmy więc w kierunku Chojnic. Po 400-kilometrowej podróży dane nam było zobaczyć część meczu, ale wobec faktu, że miejscowi nie wpuścili 56 osób z listy na nasz sektor, około 50. minuty zawinęliśmy się w drogę powrotną do stolicy.

Nasz klub już raz miał okazję trafić Chojniczankę w Pucharze Polski przed paru laty, ale wówczas zaliczyliśmy klasyczny „niedojazd” spowodowany problemami z prewencją. Tym razem kawalkada aut legionistów dotarła na miejsce po około 5-godzinnej podróży. Eskorta policyjna była znacznie liczniejsza w porównaniu z naszym sobotnim wyjazdem do Legnicy. Po drodze mieliśmy okazję mijać malownicze lasy i jeziora, aż w końcu dotarliśmy na miejsce dosłownie kilka minut przed rozpoczęciem spotkania. Za parking posłużyła ulica znajdująca się w okolicy sektora gości. Tuż za nią w jednym z bloków zebrało się kilkadziesiąt osób, które z balkonu oglądały boiskowe zmagania.

Dopiero na miejscu okazało się, że początek meczu został opóźniony, ale bynajmniej nie z powodu naszego późniejszego przyjazdu, a dogrywki meczu ŁKS – Lech, która spowodowała przesunięcie transmisji telewizyjnej. Nasza grupa wchodziła przez większość pierwszej połowy spotkania, ale niestety miejscowi ostatecznie nie wpuścili wszystkich legionistów, którzy przyjechali na miejsce. W pierwszej połowie w ogóle nie prowadziliśmy dopingu, czekając na wejście całej grupy.

Dopingowali za to gospodarze, którzy wystawili młyn, jakiego już dawno już nie widziano w tym mieście. Zresztą zainteresowanie spotkaniem po stronie miejscowych było wyraźnie większe niż zazwyczaj. Miasto zdecydowało się zamontować za jedną z bramek dodatkową trybunę, która mogła pomieścić dodatkowych 1000 widzów. Ostatecznie na trybunach pojawiło się ponad 3700 kibiców.

W młynie wraz z Chojniczanką zasiedli zaprzyjaźnieni kibice Gryfa Słupsk. Oprócz nich, miejscowi pozdrawiali także KP Starogard Gdański oraz gdańską Lechię. Doping w asyście dwóch bębnów wychodził im przyzwoicie, w pierwszej połowie powstrzymywali się od bluzgów i skupiali na dopingu dla swojej drużyny. Nam pozostało śledzenie kopaniny na boisku pod słońce – tak jakby nie można było przesunąć rozpoczęcia meczu do jego zachodu.

Pod koniec pierwszej części spotkania miejscowi zaintonowali takie hasła jak „Piłka nożna dla kibiców”, „Piłka nożna bez policji”, „Hej k… wpuśćcie kibiców”, czy „Zawsze i wszędzie…”, za co nagrodzeni zostali brawami. Niestety przez całą przerwę nie udało się przekonać działaczy, by wpuścili kilkadziesiąt osób, które pozostawały za ogrodzeniem, a były wpisane na listę wyjazdową. „Wpuśćcie kibiców, hej k… wpuśćcie kibiców” skandowane było także z naszej strony, ale nie podziałało.

Nasza aktywność wokalna była wyjątkowo skromna tego dnia. Na początku drugiej połowy zaśpiewaliśmy jedynie „Mistrzem Polski jest Legia…” oraz „Jesteśmy zawsze tam…”, po czym zapadła decyzja, że solidarnie z niewpuszczonymi kibicami opuszczamy stadion. Z płotu zdjęte zostały dwie flagi – „Warriors” oraz „Ultras Legia”. Na pożegnanie, pozdrowiliśmy jeszcze słupskich zgodowiczów chojniczan, skandując kolejno: „Fani Gryfa mają hiva”, „Chojniczanka niech uważa, bo Gryf hivem pozaraża” oraz „Gryf wali konia, tego pedała Biedronia”. Podziałało to oczywiście niczym płachta na byka (w tym wypadku tura). Naszemu wychodzeniu ze stadionu towarzyszyły uprzejmości ze strony miejscowych – skandowali „Wypierd…” oraz inne ambitne pieśni. W odpowiedzi usłyszeli „Od najmłodszych lat, dotykał cię brat…”. Nasze przedwczesne opuszczenie trybun i pakowanie się do fur zaskoczyło nieco policję, a gospodarzy zaciekawiło na tyle, że wielu z nich na jakiś czas opuściła młyn, by z boku przyjrzeć się warszawskim dżentelmenom i oczywiście co nieco ponapinać się z bezpiecznej odległości.

Kilkanaście minut później, czego już nie mieliśmy okazji zobaczyć, Chojniczanka zaprezentowała skromną prezentację. Nad płótnem „Chojniczanka Chojnice. Historia tworzona przez pokolenia”, rozciągnęli mini sektorówkę, flagi na kiju i odpalili jakieś skromne piro. My tymczasem w dość szybkim tempie zmierzaliśmy w stronę stolicy, w której zameldowaliśmy się jeszcze przed północą. Wieści z boiska mogliśmy jedynie śledzić za pośrednictwem Internetu. Teraz zaś pozostaje nam czekać na kolejnego atrakcyjnego i nieco bardziej gościnnego rywala w kolejnej rundzie.

 

zobacz również zdjęcia:

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments