Kolędowanie w Gorzowie 2019 30 grudnia 2019

Dla Stilonu koniec 2019 roku zdecydowanie należy do udanych, po tym jak dostali info o obecności Stali Gorzów w jednym z lokalnych barów postanowili złożyć im wizytę. Więcej w relacji samych zainteresowanych, którą wrzucamy poniżej.

 

Relacja Stilonu:
Kolędowanie w Gorzowie
Piątkowy poświąteczny wieczór nie zapowiadał większych atrakcji. Jednak los uśmiechnął się do nas. Dostajemy info o grupie żółtków zgromadzonej w jednym z osiedlowych barów. Info to było dużym zaskoczeniem, bo „ekipa” żółtych prócz imprez na działkach i w piwnicach nie pokazuje się nigdzie. Jednak postanowiliśmy to sprawdzić i okazuje się, że Mikołaj przynosi spóźniony prezent świąteczny. Z baru dobiegają okrzyki sławiące podły klub oraz bluzgi na TARNOVIĘ TARNÓW. Postanawiamy zebrać się w większości młodzieżowym składem w 18 osób (dostosowaliśmy liczbę i wiek naszych kolędników do żółtych, żeby nie pierdolili, że przegrali, bo są młodsi, a my mieliśmy przewagę liczebną). Kiedy podchodzimy pod bar pierwsze żółtki (5-6 osób) zrywają się zostawiając kolegów, którzy siedzieli w barze (ponad 10 osób). Do baru wchodzi 2 od nas i zaprasza na wspólne kolędowanie na zewnątrz. Reakcja żółtych to założenie kominiarek (chcieli zostać anonimowi podczas wpierdolu) i obrzucenie naszych wszelkim sprzętem, który mieli dostępny w lokalu. Po tym jak się wystrzelali wchodzimy do baru. Żółtki stłoczyły się w kącie sali nie przejawiając żadnych chęci do walki. Kilku z nich zostaje wyciągniętych z kupy gówna, którą razem stworzyli i solidnie okopanych. Po rozprawieniu się z resztą postanawiamy opuścić lokal życząc żółtym wszystkiego najgorszego w zbliżającym się nowym roku – zadbamy by taki był. Po ok. 30 min dostajemy telefon, że żółtki, które uciekły przed naszą wizytą powróciły do baru. Okazało się, że wśród uciekinierów był ich herszt, niejaki O. Dwóch chłopaków wraca tam i przypomina im, że nasza oferta wspólnego kolędowania jest aktualna. Jednak ich szefo mówi, że nie i że boją się wyjść z baru. Zostajemy pod barem w 4 osoby i czekamy aż obsrańcy zdecydują się wyjść. Po długim czasie spędzonym na zapleczu baru żółtki wpadają na genialny plan. Dzwonią po ojca jednego z nich. Tato przychodzi i nie zastanawiając się długo DZWONI PO PSY, aby wybawiły żółtków z opresji. Po przyjeździe pod bar radiowozu 6 żółtych bezpiecznie opuszcza lokal, w tym dwóch ich głównych graczy O. i jego giermek W. Podczas zabawy zdobywamy barwy żółtych oraz jakieś fanty Unii Tarnów. Żółci i policja na zawsze razem.