Niewolnicy smartfonów 16 października 2020

Są z nami cały dzień. Budzą nas, sprawdzamy na nich najnowsze informacje, korzystamy z nich na przystankach, w autobusach, słuchamy na nich muzyki, gramy. Pomagają nam utrzymywać kontakt z rodziną, znajomymi. Często ułatwiają nam pracę, dzięki nim ludzie się odstresować.

Smartfon zapewnia strumień nieskończonych informacji, do którego społeczeństwo przyzwyczaiło się do tego stopnia, że obecnie ciężko jest bez niego funkcjonować. Jedni określają to uzależnieniem, inni po prostu zmianami w funkcjonowaniu.

Pewnie można byłoby żyć bez smartfonów, tak jak nasi dziadkowie, jednak zmieniający się świat, dzięki technologii nauczył ludzi szybszego i łatwiejszego dostępu do interesujących rzeczy.

W jednym z najnowszych wpisów „RBF – Zine” pojawił się przykuwający uwagę tekst nt. smartfonowych „kibiców”. Zachęcamy do lektury.

 

Red Blue Fighters – Zine:

Coś okropnego dla piłkarskiego kibica drużyny, która przez lata niewiele lub nawet nic nie znaczyła w hierarchii polskiej piłki, właśnie ma miejsce. Owszem dla internetowych „znawców”, którzy nic kompletnie nie wiedzą o atmosferze futbolowej rywalizacji – bo niby skąd skoro w niej nie uczestniczą z własnej woli – nic się nie stało. Już szkoda się rozwodzić na ten temat, bo o czym można rozmawiać z nieszczęśnikiem, który jest kibicem wyłącznie telefonowym.

Dla niego mecz z publicznością i bez to jest to samo. Znam takich zapatrzonych w telefony, mieniących się kibicami, którzy nigdy na żywo nie byli na meczu reprezentacji Polski! Na Raków zaś powrócili, na chwilę na pucharowe mecze i jeszcze zaliczyli debiut i zarazem benefis w Bełchatowie. Oni do Zabrza nie pojechaliby nawet za darmo, tak jak do Bełchatowa nie pojadą za bilet + dychę.

Trzeba zrozumieć chorych ludzi, bo to czasochłonne, a jakby w czasie meczu w najlepszej lidze nad Wisłą wysiadły telefony, to już się nie będzie na bieżąco ze światowym portalem, a tam przecież tyle się dzieje. Powiedzcie mi jak to możliwe, że „fan” którego nie ma na meczu podczas jego trwania (!) dywaguje na jego temat. Pewnie, że nie trzeba być na meczu by być na bieżąco, przyznaje że w telewizji lepiej widać, choć atmosfery za grosz, ale jeśli ktoś ogląda w telewizji i na żywo jest mocno zaawansowany w internecie to albo jego podzielność uwagi jest nadzwyczajna, albo nie wie, że nie na tym polega radość z bycia na meczu, lub znacznie mniejsza z jego transmisji.

Właśnie teraz, gdy powracamy po latach niebytu do piłkarskiej ekstraklasy, jaki by nie był jej poziom, i w niej liderujemy – mamy zagrać z potężnym klubem jakim Górnik – czternastokrotny mistrz i finalista Pucharu Zdobywców Pucharów – jest na pewno, bez udziału kibiców. Wpierw embargo miało być tylko na fanów spod Jasnej Góry, od dzisiaj obowiązuje również tubylców. Wiemy już, że na trybuny będziemy nieprędko mogli wrócić. Co więc począć, co poradzić?

Dlaczego akurat teraz gdy idzie nam tak dobrze, jak nigdy wcześniej? Czy to jest ten czas by usiąść na taborecie i patrzeć w telefonowe „newsy”. No nie, bo to dla wariatów. Pamiętajmy, że telefon służy do dzwonienia, a trybuny? No właśnie. Do czego służą trybuny? Czy potrzebne są jeszcze stadiony? Nam tak. Innym nie. Oni potrzebują telefonu i powerbanka w kieszeni. Bo nie daj Bóg telefon przestanie oddychać, a to byłby koniec świata nawet jeśli w międzyczasie wygrali by nasi…

To fakt, że w maski nas ubrano niczym w kaganiec. Ale łańcuch telefoniczny to już sami sobie przywiązaliśmy. Nie chcą nas na stadionach, karzą za brak kagańca, a życie toczy się dalej, tylko bez sensu.