Kibic Ruchu o zajściach na Najstarszych Derbach Śląska 17 września 2020

Przedstawiciel kibiców Ruchu Chorzów, Marcin Stokłosa udzielił wywiadu dziennikowi „Sport” na temat zajść podczas Najstarszych Derbów Śląska. Jak podkreśla: „Przeżyłem z Ruchem wiele wyjazdów, widziałem różne sytuacje, ale tak szybkiej policyjnej interwencji, z każdej strony, takiej nagłej pacyfikacji jeszcze nie przeżyłem”. Poniżej przytaczamy fragmenty.

 

Niedzielne derby między Polonią a Ruchem oglądał pan na stadionie?
Z kibicami. Chciałem wspierać naszą drużynę spod stadionu.

 

Pod stadionem Szombierek zjawiło się około 1900 kibiców Ruchu. Czym podpadliście, że policja zmuszona była do tak zdecydowanej interwencji, jaką opisują media, a ponad 20 osób zostało zatrzymanych?
Miejsce zbiórki, trasa przemarszu – konsultowaliśmy to z Polonią, policja wiedziała o wszystkim. Od samego początku nic szczególnego się nie działo. Jak wiadomo, nie mogliśmy wejść na stadion. Ludzie myśleli, że obejrzymy mecz z górki, spod hali. Gdy część kibiców weszła na tę górkę, nie spodobało się to policji i od razu była interwencja, wjechały konie, jeden przebiegł się po człowieku.

Wraz z kolegą udaliśmy się do dowódcy i poprosiliśmy, by przestano prowokować – że nam przecież zależy na tym, by w spokoju obejrzeć mecz. Dyskutowaliśmy kilkanaście minut o tym, czy możemy przejść w pierwotnie ustalone miejsce, z którego widzielibyśmy boisko, ale nie było na to zgody.

Zażyczono sobie, by kibice stali na parkingu pod stadionem. Uznaliśmy, że skoro tak, to OK – będziemy dopingować z takiej perspektywy, nie mogąc patrzeć na mecz. Przez 80 minut spotkania i 15 minut przerwy był spokój, nasza drużyna wygrywała. Nasuwa się pytanie, co nagle się wydarzyło, że ktoś postanowił sobie porzucać butelkami.

 

No właśnie, co się zadziało? Na nagraniach zamieszczonych w internecie widać, że interwencja policji zaczyna się, gdy kilkunastu kibiców trzęsie płotem oddzielającym was od policjantów.
Skoro jest problem z kilkoma czy kilkunastoma kibicami, to obowiązkiem policji jest ocenić sytuację. Chodzi mi o proporcje przy zastosowaniu środków przymusu bezpośredniego w danej sytuacji. Uznano, że będzie odpowiedzialność zbiorowa. Na tym wyjeździe było wyjątkowo dużo rodzin. Głód wyjazdów, bliskość Szombierek, fajna pogoda – to wszystko sprawiło, że tych ciut mniej zagorzałych kibiców Ruchu zjawiło się naprawdę wielu. Atmosfera była super. Przemarsz, doping… Elegancko. Aż do tej 80 minuty. Zaczęło się od prowokacji policjantów, na które bardziej gorące głowy zareagowały trzęsieniem płotu.

Prowokacja policjantów… To akurat słowo przeciw słowu.
Nawet jeśli, to po to panowie są szkoleni – za nasze pieniądze! – by umieć ocenić sytuację i wiedzieć, czy ich interwencja nie doprowadzi do eskalacji konfliktu. Doprowadziła. I wyglądało to na zaplanowaną akcję.

 

To znaczy?
Przeżyłem z Ruchem wiele wyjazdów, widziałem różne sytuacje, ale tak szybkiej policyjnej interwencji, z każdej strony, takiej nagłej pacyfikacji jeszcze nie przeżyłem. Ktoś z klubu po meczu usłyszał, że był to podobno ostatni dzień pana komendanta w pracy, że idzie na emeryturę. Może w ten sposób chciał się z przytupem pożegnać?

 

Co to znaczy „nagła pacyfikacja”?
Użycie gazu, petard hukowych, broni gładkolufowej, polewaczki, hord policjantów pałujących ludzi z każdej strony. Rozgonili cały tłum. Policja oceniła, że było nas 2500. Ta liczba była mniejsza, około 1900-2000. Kilkaset osób nie miało żadnych powodów, by uciekać, skoro całe zamieszanie zaczęło się z zupełnie drugiej strony.

Tych kilkaset osób jednak też zostało spacyfikowanych. Normalnie stoisz, a rzucają w ciebie petardy hukowe, walą gazem, nadjeżdża konna policja z pałkami… Próbowałem rozmawiać, załagodzić to wszystko, uspokoić też nasze gorące głowy. Mieliśmy dopingować do końca, cieszyć się ze zwycięstwa, po meczu spodziewaliśmy się, że przyjdą do nas piłkarze. To miał być fajny dzień, święto, a wyszło jak wyszło.

I tak nikt nie uwierzy, że to nie z waszej winy.
Część z nas ma wyrobioną opinię o policji, ale część kibiców mniej zagorzałych wie, że policja jest od chronienia obywateli, a nie atakowania. Podejrzewam, że ich spojrzenie na mundur na pewno po niedzieli się zmieniło. Dla mnie największą tragedią jest to, że nie potrafiono przyjąć właściwych proporcji, użyć środków adekwatnych do danej sytuacji.

Na filmach widać, że kilku kibiców potrząsa płotem, po czym się wycofują. Od razu zaczęło się gazowanie, ucierpiało nie pięciu trzęsących, a 1900 osób. Przecież z broni gładkolufowej strzelano na oślep. Jeden z kibiców stracił oko, inny został nadepnięty przez konia i ma złamaną nogę. Na oślep policja zawijała też ludzi.

Wracając widzieliśmy, jak w jednej wąskiej uliczce trzymano kilkunastu kibiców skutych niczym na tych nagraniach z Białorusi… Szkoda. Zepsuto święto. Kibice – mający tak zły PR! – jednej i drugiej drużyny przed derbami potrafią się dogadać. Rok temu stworzyliśmy święto na Cichej. Na Szombierkach miało być tak samo. Nie było żadnych waśni. Przed meczem w okolicznych sklepach mieszaliśmy się przecież z kibicami Polonii i nic się nie działo. Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby w niedzielę nie było policji, po prostu nic by się nie wydarzyło.

 

zobacz również zdjęcia:

źródło: sportdziennik.com