Obszerna relacja ze świątecznego wyjazdu kibiców Zagłębia z FC Bolesławiec do Polaków na Kresach.
Wyjazd na Ukraine był zwieńczeniem zbiórki, w której brało udział wiele osób i organizacji, w tym bolesławieccy kibice Zagłębia Lubin. Naszej grupie udało się rozdać około 300 paczek.
Dzień 1:
26 XII fanclub zbiera się w jednym z lokali na „spotkaniu opłatkowym”. Po wspólnej kolędzie, odbywa się huczne pożegnanie wyjeżdżających, którzy wyruszają w kierunku Wrocławia. Około godziny 21 stawiamy się pod siedzibą Telewizji Polskiej, gdzie odbywa się końcowe pakowanie i ustalenia. Nasz bus, w całości złożony z osób z Bolesławca, został spakowany w naszym mieście, więc ruszamy bez problemów. Skład bolesławieckiej delegacji mieszany: 3 osoby z Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w tym Pani Prezes, Nauczycielka ze Szkoły Podstawowej nr 2, jedna osoba z FcBC oraz kierowca. Przez większość pobytu poruszamy się z panią redaktor Grażyną Orłowską-Sondej oraz Jej ekipą z programu „Studio Wschód” – głównych organizatorów akcji. Droga bez przygód, o poranku przyjeżdżamy do miejscowości Nowy Rozdół.
Dzień 2:
Pierwszy dzień na Ukrainie rozpoczynamy w siedzibie Towarzystwa Pomocy Polakom „Wielki Serce” oraz działającej przy nim Centrum Kulturalno-Oświatowe im. Karoliny Lanckorońskiej (Polska Szkoła). Szkoła jest miejscem skupiającym ponad 200 osób pochodzenia polskiego. Dzieci uczęszczają do niej popołudniami, na zasadzie naszych szkół językowych i zajęć dodatkowych. Przedmioty, które są wykładane, mogą pozazdrościć patrioci w Polsce (język polski, narodoznawstwo, historia polski, zajęcia z kultury i sztuki). Celem szkoły jest kultywowanie tradycji polskich na Kresach, jednoczenie Polaków i przygotowanie ich do studiów w Polsce oraz zdobycie paszportu i obywatelstwa.
Korzystając z wczesnej godziny udajemy się na spacer po mieście, podczas którego niezapowiedziani odwiedzamy kilka rodzin i miejscowego Proboszcza, kibica Lecha Poznań. Nowy Rozdół (po murach prawdopodobnie fc karpat), niegdyś centrum wydobycia siarki, dziś po rozpadzie zakładów, szare i zaniedbane blokowisko.
Po krótkim zwiedzaniu wracamy do szkoły, gdzie odbyły się jasełka. W przedstawieniu brała udział cała społeczność uczniowska oraz wspierający ich nauczyciele. Zapamiętane zostaną małe aniołki, które w blond perukach, staja się symbolem bożonarodzeniowych przedstawień Polskiej Szkoły. Na zakończenie mnóstwo podziękowań oraz punkt najważniejszy naszej wizyty – przekazanie podarunków. Każdy dziecko biorące udział w przedstawieniu oraz ich opiekunowie otrzymali prezent, z którego niezmiernie się cieszyli. Nie liczyła się dla Nich wartość paczki (lecz z uwagi na sytuacje materialna bardzo pomocna), ale to, że otrzymali ją z Polski. Wieczór spędzamy na wspólnym kolędowaniu i poczęstunku, po czym udajemy się na nocleg, każdy do przydzielonej rodziny, gdzie do późnych godzin rozmawiamy o Polsce i Ukrainie. Gościna 100% udana, pozdrowienia dla państwa Nowosadzkich!
Dzień 3:
Kolejny dzień zaczynamy od wizyty w Polskiej Szkole, skąd po śniadaniu i pożegnaniu ruszamy do Drohobycza. Pod jednym z kościołów w centrum spotykamy się z mieszkańcami miasta, głównie Polakami, skupionymi wokół Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej. Podczas rozdawania paczek odbywa się mnóstwo rozmów na temat stosunków polsko-polskich oraz polsko-ukraińskich. W dowód wdzięczności za przyjazd zostajemy zaproszeni na obiad do Państwa Aurzeckich, gdzie łamiemy się opłatkiem, poznajemy się i wspólnie kolędujemy.
Czas szybko mija i ruszamy do kolejnego punktu, jakim jest słynny z Trylogii Zabaraż. Na wieczorną Msze św. przyjeżdżamy spóźnieni, jednak tym razem nie przez „tych co zawsze”, lecz przez fatalne drogi i infrastrukturę. Na miejscu wita nas młodzież, która uczestniczyła w poprzednich latach w różnego rodzaju projektach i wymianach uczniowskich ze szkołami w Bolesławcu. Przygotowali specjalnie na tę okazje koncert kolęd po polsku, których uczyły się samodzielnie przez ostatnie kilka miesięcy (!). Dla nas sprawa oczywista, jednak trzeba docenić wkład pracy jaki wykonały dziecaki, które na co dzień posługują się językiem ukraińskim, a język polski jest mową przodków, którą samemu w domu trzeba przyswoić. Po koncercie każde z nich, opiekunowie i wierni przybyli do Kościoła św. Antoniego
otrzymali świąteczne podarunki. Wdzięczni parafianie zapraszają nas do swoich domów, my chętnie korzystamy i zatrzymujemy się w jednym z nich na najbliższe dwie noce.
Dzień 4:
Dzień czwarty okazał się dniem bardzo pracowitym. Od rana jeździmy od domu do domu, gdzie składamy wizyty z życzeniami świątecznymi i każdej rodzinie przekazujemy podarunki. Wszędzie jesteśmy miło przyjęci i ugoszczeni, wielokrotnie czymś mocniejszym. Przed południem udajemy się na wizytę do budynku Rady Miejskiej Zbaraża. Po drodze krótka wizyta na dziedzińcu słynnej twierdzy oraz rzut oka na pomnik Mickiewicza, który został odrestaurowany po aktach wandalizmu miejscowej ludności. Do urzędu zaprosił nas mer (u nas prezydent, burmistrz) pan Roman Polikrowskyj. Gospodarz miasta jest rodowitym Ukraińcem, jednak bardzo przychylnie nastawiony do społeczności polskiej, czego efektem ma być pomoc przy tworzeniu stowarzyszenia polskiego oraz dalsza współpraca między naszymi miastami. Jako jeden z niewielu znał pobieżnie temat kibicowski i bez zbędnych tłumaczeń sam użył określenia tifosi Wspólna fotka i ruszamy w kolejne miejsca. Ludzi potrzebujących pomocy jest tak wielu ,że na pewien czas musimy się rozłączyć. Część udaje się do pobliskich Maksymówki i Romanowego Sioła, część do miejscowej szkoły, a trzecia grupa odwiedza Polaków w samym Zbarażu. Wszędzie, planowana na krótką, wizyta zamienia się w długie rozmowy o Polsce i o ciężkim życiu na Kresach. Odwiedzamy między innymi starsza panią, którą odnalazła rodzina z Polski i… pozostawiła nadal samą. Nie nam oceniać powody i nie jest to norma, jednak są przypadki, gdzie odnajdujemy swoich przodków, ich groby i widząc ,że sytuacja nie jest jak z pieśni o „sokołach i zielonej Ukrainie” urywamy kontakt.
Odwiedzamy również cmentarz, który na wakacjach porządkowała młodzież bolesławiecka. Warto wspierać ich działania w tym roku, bo efekt jest niesamowity. Wieczorem cała grupa udajemy się do niedalekiej Sieniawy, gdzie również sprzątano polską nekropolie. Gościmy m.in. u rodziny Popa oraz Sołtysa, gdzie na ich ręce składamy podarunki dla mieszkańców. Po wizycie w Sieniawie wracamy do domu, w którym nocujemy. Tam do późnego wieczora ucztujemy wraz z mieszkańcami Zbaraża. Niekończące się piosenki i kolędy przy akompaniamencie akordeonu, w wykonaniu wszystkich pokoleń polskich rodzin, wprowadziły nastrój radosny, ale i nostalgiczny. Rozdajemy przybyłym ostatnie paczki i kończymy kolejny dzień.
Dzień 5:
Nasz ostatni dzień na Kresach przebiega w spokojniejszej atmosferze. Z samego rana pożegnania i podziękowania, ostatnie wizyty i ruszamy w kierunku Polski. Mając spory zapas czasu zajeżdżamy do Lwowa. Uznaliśmy, że musimy zobaczyć miejsce będące symbolem polskości na terenach wschodnich. Udajemy się na Cmentarz Łyczakowski – miejsce pochówku słynnych mieszkańców miasta. Odwiedzamy m.in. grób Marii Konopnickiej, Ordona, Władysława Bełzy, miejsce spoczynku uczestników Powstania Styczniowego oraz grobu wielu innych znamienitych rodaków. Punktem docelowym był jednak słynny cmentarz Orląt Lwowskich , którego historia to temat na osobna relacje. Szybki spacer po Starym Mieście, gdzie odwiedzamy katedrę i powrót do kraju. Poza drobnymi incydentami na granicy powrót równie spokojny co przyjazd. W Bolesławcu w pełnym składzie stawiamy się 31 XII o poranku.
Dziękujemy Wszystkim za serdeczne przyjęcie. Myślę, że ta wizyta nie była ostatnią i spotykać się będziemy nie tylko przy okazji świąt. Do zobaczenia !







