Rumunia – Polska 11.11.2016 11 listopada 2016

Relacja TMK PLUS:
Przed meczem w pobliżu stadionu trochę bieganin i drobne starcie z policją po tym, jak ekipy Lecha i ŁKS-u chciały wyjaśnić pewną sprawę z Chrobrym i Stilonem. Na mecz nie dotarły ekipy Górnika i Gieksy, zatrzymane po drodze. Przed meczem drobna mała scysja polskich fanów z psami na balkonie – mundurowi chcieli utworzyć bufor i odsunąć Polaków wgłąb sektora.

Miejscowi mieli 4 młyny – osobno Steaua i Dinamo (bluzgające na siebie), Rapid i grupa kibiców reprezentacji Uniti Sub Tricolor. W I połowie najpierw Dinamo na balkonie, a potem Rapid na dole prowokują, rzucają piro i próbują ataku na polski sektor. W pierwszym przypadku Polacy podejmują rękawicę przerywając kordon i dochodzi do małego bezpośredniego starcia z Dinamem, które nie wykazało się zdecydowaniem.

Przy ataku Rapidu dobrze obstawiony polski sektor pozostał raczej bierny. Następnie w Rapid wjeżdżają psy, z którymi dochodzi do dymu. Rumunów do białej gorączki doprowadzały okrzyki „Ria ria Hungaria”.

Z atrakcji ultras parę rac na polskim sektorze, a po stronie rumuńskiej fajna kartoniada, sporo pirotechniki i masa różnorodnych transparentów.

 

Relacja Kibiców Rakowa Częstochowa:
Zamiast tradycyjnie do Warszawy na Marsz Niepodległości, gdzie Rakowiaków oczywiście nie zabrakło, część czerwono-niebieskiej braci udała się w tym roku na mecz kadry do Bukaresztu. Podróżowano na różne sposoby. Najciekawszy wyjazd zdaje się miała ekipa, która za środek transportu obrała sobie cztery kółka, a w drogę ruszyła prosto po meczu w Stalowej Woli. Zamek Draculi plus urokliwe górskie trasy, wspomnienia które pozostaną w pamięci na długie lata.

Część ekipy ruszyła w stronę Berlina, by stamtąd podróżować do Bukaresztu transportem lotniczym (była opcja dla tych bardziej wygodnych). Pojedyncze osoby do stolicy Rumunii przyjechały też na własną rękę byli to głównie fanatycy Czerwono-Niebieskich przebywający na emigracji. Wspólnie zbieramy się dopiero pod stadionem. Razem jest nas około 40 głów. Wejście na mecz to niezliczona ilość kontroli. Co ciekawe nie można było wnosić zapalniczek czy monet, które kazano wyrzucać pod wejściem, za to nie koniecznie sprawdzano bilety na mecz ;) Sporej części kibiców bez wejściówki udało się dzięki temu spokojnie dostać na stadion. Upierdliwość sprawdzających i zbliżająca się godzina rozpoczęcia meczu nie wpływała dobrze na nastroje zgromadzonego tłumu. Po wejściu na stadion okazało się że ichniejszy “Narodowy” do złudzenia przypomina nasz z Warszawy, jedynie wykończenie u nas na zdecydowanie wyższym poziomie. Przed hymnami, Rumuni prezentują efektowną kartoniadę, a w trakcie meczu w różnych miejscach kilkukrotnie odpalana jest pirotechnika. Miejscowi mają cztery młyny, jeden tworzą fani reprezentacji, pozostałe to kibice Steauy, Rapidu i Dinama. Na stadionie zawisło dużo transparentów odnoszących się do chrześcijańskich korzeni Europy. Do białej gorączki natomiast doprowadził ich okrzyk z Polskiego sektora – Ria Ria Hungaria! na cześć naszych węgierskich braci. Szczerze to wiedzieliśmy, że Rumuni z Węgrami się nie lubią, ale reakcja miejscowych na ten okrzyk mimo wszystko była zaskoczeniem. Podczas meczu dochodzi do przepychanek z mundurowymi zarówno z jednej jak i drugiej strony. Do większego starcia jednak nie doszło. Trwała też wymiana rac między sektorami. Cześć środków pirotechnicznych odpalonych na trybunie rumuńskich fanatyków wylądowała na boisku. Jedna z petard hukowych trafiła kapitana reprezentacji Roberta Lewandowskiego, za co trzeba przyznać pięknie im się odpłacił ;) Mecz kończy się pewnym zwycięstwem biało – czerwonych. Po spotkaniu świętowanie i następnego dnia powrót do Polski. Praktycznie wszyscy daliśmy radę dojechać na niedzielny mecz Rakowa z Polonią Warszawa.