Wisła Tczew – Okland Szprudowo 31.03.2018 1 kwietnia 2018

Relacja kibiców:

Do tego spotkania rozpoczęliśmy przygotowania na tydzień przed startem ligii. Na pierwszy ogień poszedł pomysł ze zrobieniem 30 metrowego transparentu z jedynym słusznym hasłem: „WISŁA TCZEW KOCIEWSKA DUMA”.  Z racji gabarytów i braku konkretnego miejsca praca zajęła nam 5 dni, po kilka godzin dziennie. Na wyjazd do Radostowa jechaliśmy więc już z myślą, że pierwszy etap mamy za sobą. Jak wiadomo jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia, a my chcieliśmy podnieść sobie poprzeczkę jeszcze wyżej, by ten ważny mecz stał się prawdziwym piłkarskim i kibicowskim świętem. Padł następny pomysł – jak jest materiał to lecimy z sektorówką. Pierwsze schody zaczęły się już dzień po wyjeździe. Kto to pozszywa? W tym miejscu wielkie podziękowania dla naszej niezastapionej Marty, bez której nic byśmy nie zrobili! Dziewczyna uwinęła się w jeden dzień i moglibyśmy przystąpić do działania…. gdyby nie fakt, że nie było tego gdzie malować. Kolejne szkoły odmawiały, kontakty w zaprzyjaźnionej firmie też nic nie daly, ale po całym dniu poszukiwań udało się znaleźć miejscówkę, w której mogliśmy spokojnie podziałać. Na takiej przestrzeni praca była już przyjemnością i namalowanie całości zajęło nam 3 godziny. Jeszcze tylko dwa rzuty plakatów na mieście i tym sposobem mieliśmy już wszystko gotowe na 3 dni przed spotkaniem.

W dzień meczu ciśnienie było niesamowite. Większość z nas robiła co się dało żeby tylko jakoś czas zleciał. Na stadionie spotykamy się 3 godziny przed meczem tak by wszystko przygotować, a było co robić. Na pierwszy ogień poszło ogrodzenie, które musieliśmy podwyższyć o jakieś pół metra. Trytytki, taśma, rurki pcv. Następnie zajęliśmy się budową podestu do prowadzenia dopingu, zamontowaliśmy nowy stojak na bęben i rozłożyliśmy piro. Pół godziny przed meczem zaczęli się wszyscy schodzić. Tego dnia wystawiamy 40 osobowy młyn(2 Orkan Rumia, 1 Orlęta Reda), który na prawdę pokazał potencjał. Chwila oddechu, pierwszy gwizdek i startujemy z oprawą. 

Na płocie ląduje transparent, sektorówka leci w górę, a na dopełnienie odpalamy biało czerwone świece dymne i kilkadziesiąt stroboskopów. Doping w momencie prezentacji oprawy był raczej średni, ale w dalszej części meczu było tylko lepiej. Pomimo straconej bramki dalej robimy swoje za co piłkarze nagradzają nas bramką dającą remis już po rozpoczęciu gry od środka. Zdobywcą gola został Karol Opoczyński, a jeszcze przed przerwą wynik podwyższyli Adam Czerwiński i nasz najskuteczniejszy, ofensywny, środkowy obrońca Maciej Pawłuszek (pozdro Smykałka!). Do szatni schodziliśmy więc z wynikiem 3:1. Drugą połowę znowu zaczęliśmy od oprawy, po sektorówce odpalamy 22 race w asyście flag na kijach w jedynych słusznych barwach i dopingujemy praktycznie bez przerwy.


Niestety nasi zawodnicy lubią thrillery, po własnych błędach robi nam się 3:3. Zawodnicy ze Szprudowa poczuli krew i starali się strzelić jeszcze jednego gola, lecz to nasi zawodnicy w 85 minucie niesieni naszym fanatycznym dopingiem zdobyli bramkę na wagę trzech arcyważnych punktów. Strzelcem gola został Kamil Nowaczyk. Na trybunach feta! Już nic nie mogło popsuć nam humorów. Wisła dowiozła wynik do końca meczu i dała nam upragnione zwycięstwo. Piłkarze dziękują nam za doping, my im za walkę do końca, a po meczu…. Znowu będzie bal! Na koniec pragnę podziękować wszystkim, którzy razem z nami tworzą historię. To nie ostatnie atrakcje na meczach Wisły, więc do następnego! FORZA WISŁA!