Radomiak Radom – ŁKS Łódź 14.10.2017 17 października 2017

Relacja Lecha Poznań:

Wobec braku naszego wyjazdu do Białegostoku, trzeba było zadbać o odpowiednią dawkę kibicowskich emocji.

Wybraliśmy się do miasta, które raczej nie słynie ze swej atrakcyjności, tak więc wylądowaliśmy w Radomiu. Tam miejscowy Radomiak podejmował naszą zgodę ŁKS Łódź i jak się później okazało – warto było zjawić się w tym dniu na stadionie przy ulicy Narutowicza 9 (czyli na obiekcie Broni Radom, na którym Radomiak rozgrywa swoje mecze z racji modernizacji swojego stadionu).

Z Poznania wyruszyliśmy przed godziną 9-tą, aby dotrzeć na wspólną zbiórkę. W sumie z Poznania stawiło się nas 77 osób dobrego składu z 2 flagami: „YF ’98” i „Legion Piła”. Po zebraniu się razem z ŁKSem ruszamy z mała obstawą policji, raczej mniej spiętą niż na naszych wyjazdach w ekstraklasie. Na trasie mamy jeden postój, mimo to, do Radomia dojeżdżamy chwilę przed meczem. Szybko rozdysponowaliśmy bilety i weszliśmy na sektor gości umiejscowiony za bramką. Reszta osób, bez biletów zostaje pod płotem, za którego bardzo dobrze wszystko widać.

Komplet publiczności na meczu potwierdzał, że w drugoligowych warunkach był to najciekawszy mecz rundy. Poza dopingiem można było usłyszeć częste wymiany uprzejmości, z naszego sektora poleciało między innymi słynne: Radomiak Radom chuj w dupę jebanym dziadom! Doping gospodarzy należy określić jako dobry, narastał zwłaszcza przy sytuacjach bramkowych. Z naszej strony słabiej wokalnie, ale to raczej spowodowane mocno sportowym składem.

Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. Po rozpoczęciu drugiej połowy zrobiło się ciekawiej na trybunach. Około 60-tej minuty kibice z Radomia rozciągnęli sektorówke.

Spod niej wyszła nagle jedna z przebranych do odpalania osób, która skierowała się do narożnika trybuny w pobliże naszego sektora. U nas zapanowała mała konsternacja, bo śmiałek trzymał w rękach wyrzutnię. Nagle konsternacja zmieniła się w uśmiechy, bo radomski wariat zaczął strzelać do ochrony i psów! Jak to ktoś określił: tego jeszcze nie było, strzelec wyborowy!

Chwilę później nad nasze głowy wjechała sektorówka w barwach ŁKS-u. Po odliczaniu, została ściągnięta i zostały odpalone ognie wrocławskie oraz race, z których większa część leci w stronę ochroniarzy.

Kibice z Łodzi postanowili w tym aspekcie również urozmaicić im pracę w sobotnie popołudnie. Gdy zabawa trwała w najlepsze, piłkarze ŁKS-u strzelili wyrównującą bramkę, co daje nam dodatkową moc w dopingu.

Mecz skończył się remisem 1:1, piłkarze z Łodzi podeszli pod nasz sektor gdzie przybiliśmy piątki za mecz. Widać, że drużyna razem z kibicami żyje klubem, bardziej niż na przykład nasza, bo trudno już przypomnieć sobie, kiedy piłkarze podeszli bliżej naszego sektora niż na 20 metrów lub jeśli nie była to „męska rozmowa” po frajerskiej porażce.

Gdy piłkarze udali się do szatni spiker poinformował nas, że opuścimy sektor po 30-tu minutach. Tak się istotnie stało, lecz na wyjściu smutni panowie chcieli każdego z nas wylegitymować. Zostali oni oczywiście poinformowani, że nie zgadzamy się na takie opuszczanie sektora i wróciliśmy na sektor. Po 1,5 godziny negocjacji wąsacze zgodzili się nas puścić po uzupełnieniu listy wyjazdowej. Całą akcję oczywiście nagrywali dla potomnych.

Po załadowaniu się do aut opuściliśmy Radom i byliśmy prowadzeni przez milicję drogą bardzo dookoła. Około 21-ej znaleźliśmy się w Łodzi gdzie spędziliśmy jeszcze trochę czasu w towarzystwie naszych nowych zgodowiczów, po czym wróciliśmy do Poznania.

relacja: pyrusy.pl   |   zdjęcia: fiolek.art.pl, Pilot08, Walo