GKS Bełchatów – ŁKS Łódź 14.04.2018 16 kwietnia 2018

Derby od dłuższego czasu zapowiadały się bardzo dobrze pod względem kibicowskim. Bełchatowianie zorganizowali przemarsz na stadion, a Łodzianie stawili się w nadkomplecie około 850 osób zajmując także trybunę przy sektorze gości (dzięki uprzejmości gospodarzy). Obie ekipy przygotowały na ten mecz oprawy, do których odpalono pirotechnikę. Poniżej obszerna relacja kibiców GKS-u Bełchatów, gdy tylko pojawi się relacja ŁKS-u to zostanie dodana.

 

Relacja Kibiców GKS-u Bełchatów:

Pierwsze od pięciu lat derby Ziemi Łódzkiej na Sportowej, a jednocześnie największa mobilizacja Torfiorzy w całym sezonie! Ostatni raz tak dobrze sprężyliśmy się ponad półtora roku temu na mecz z Rakowem. Była oczywiście zapowiedź w necie, masa plakatów i transparenty, ale tak naprawdę nikogo nie trzeba było na ten pojedynek namawiać. Nasza trybuna została całkowicie wyprzedana już na kilka godzin przed meczem (wliczając w to prawie 350 karnetów na młyn, które rozprowadziliśmy przed rozpoczęciem rundy wiosennej). W sumie było nas w młynie 600 osób, w tym czterech przyjaciół z Macedonii.

Zanim jednak rozbrzmiał pierwszy gwizdek, grono ludzi w pocie czoła pracowało, aby ten mecz miał atmosferę święta. Starannie namalowana oprawa czekała w gotowości już na długo przed pierwszym gwizdkiem – tym razem nic nie było robione na ostatnią chwilę. Zgodnie z hasłem „Piłka nożna dla kibiców” postaraliśmy się też, aby kibicom ŁKS-u udostępniono dodatkowe kilkaset biletów ponad regulaminowe 384 sztuki, jakie liczy nasz sektor gości. Dzięki temu mecz miał prawdziwą atmosferę derbów regionu. Była to też z naszej strony forma rewanżu za wpuszczenie nas na sektory gospodarzy jesienią przy Al. Unii. „Nadprogramowi” łodzianie zajęli dwa sektory trybuny północnej, w wyniku naszych uzgodnień z klubem.

Nasze święto zaczęło się od pochodu, który na dwie godziny przed meczem ruszał wyjątkowo z ustronnego miejsca, leżącego pomiędzy największymi bełchatowskimi osiedlami. Poszczególne osiedla dotarły tam sporymi grupami, głośno oznajmiając swoje przybycie. Trasę pochodu obraliśmy tak, aby biegła strefami osiedlowymi, gdzie wąsy nie mogły nam utrudniać przemarszu np. spychać nas na chodnik albo rozdawać mandatów za maszerowanie środkiem jezdni, co miewało miejsca podczas naszych ostatnich pochodów z centrum miasta. Był to bardzo dobry ruch, bo echo śpiewów naszej rozśpiewanej grupy (liczącej ponad 200 osób) pięknie niosło się pomiędzy największymi wieżowcami „Brunatnej Stolicy”. Nie zabrakło oczywiście pirotechniki i flag niesionych na czele pochodu.

Na stadionie wywiesiliśmy 9 flag i transparent „Ostatni gwizdek! Nic o nas bez nas!”. Ogromna większość z nas była wyposażona w szale, co wyglądało imponująco podczas śpiewania hymnu klubowego i w czasie meczu. Od początku ostro ruszyliśmy z dopingiem, w asyście dwóch bębnów i flag na kijach. W przekroju całego meczu nasz doping można ocenić jako bardzo dobry, choć przy tej liczbie na pewno dałoby się z nas wycisnąć jeszcze więcej. Być może szybko stracona bramka, a później druga lekko podcięły nam skrzydła.

W 60 minucie pojawiła się nasza oprawa. Choreo składało się z transparentu „Ultras Torfiorze”, podwieszanej postaci przedstawiającej kibica w stylu casual, białych i zielonych sreberek oraz tego, co wszyscy lubimy najbardziej – piro. Najpierw okrasiliśmy oprawę dawką dużych stroboskopów, do których po chwili dołożyliśmy blisko 20 rac. Do tego wszystkiego oczywiście dwa razy nad głowy wjechała „sektorówka bezpieczeństwa” – nowa, uszyta przed tym meczem szachownica. Chwilę po nas swoją oprawę zaprezentował ŁKS, również dwukrotnie okraszoną pirotechniką.

Końcówka meczu to eksplozja radości w naszym sektorze – nasi piłkarze wyciągnęli wynik z 0:2 na 2:2! Nie było trzech punktów, ale chyba i tak każdy z nas wychodził ze stadionu zadowolony. Brakowało bardzo takiego meczu przy Sportowej – oprawy, pirotechniki po obu stronach, przyjezdnych w dużej liczbie i prawdziwej rywalizacji na doping. Jaki to kontrast ze smętnymi meczami ostatnich dwóch lat, w których często jesteśmy jedyną dopingującą stroną na stadionie czy to u siebie, czy na wyjazdach! Kibicem się jednak jest, a nie bywa. Staramy się godnie pokazywać w każdym meczu i liczymy, że dobra frekwencja, która od pewnego czasu notuje u nas progres, utrzyma się na stałe!

 

ŁKS Łódź:

Kibice ŁKS-u przyjechali do Bełchatowa w około 850 osób. Dzięki uprzejmości gospodarzy duża część ekipy wyjazdowej zasiadła obok sektora goście. W drugiej połowie na płocie pojawił się transparent „Football Without Pyro is Nothing” do którego odpalono ognie wrocławskie, kilka dymów i race.

Oprawy z meczu: