FINAŁ PP: Arka Gdynia – Legia Warszawa 02.05.2018 4 maja 2018

Za nami kolejny Finał Pucharu Polski, po raz kolejny kibice nie zawiedli. Pojawiło się sporo opraw, a pomimo problemów jakie stwarzali smutni panowie (informowaliśmy o nich TUTAJ) odpalono sporą ilość pirotechniki. Więcej w obszernej relacji Legionistów, gdy pojawi się oficjalna relacja fanatyków gdyńskiej Arki również zostanie dodana.

 

Relacja Legionistów:

Po rocznej przerwie znowu Legia wystąpiła w finale Pucharu Polski na stadionie Narodowym, a naszym rywalem była tym razem Arka Gdynia. Mecz cieszył się olbrzymim zainteresowaniem publiczności. Fani obu drużyn przygotowali oprawy, a zgodnie z nowym prawem w konstytucji, Puchar Polski trafił w nasze ręce. Po raz 19. w historii.

Sprzedaż biletów prowadzona była w ekspresowym tempie, a wejściówki schodziły błyskawicznie. Legia tak jak ostatnio uhonorowała osoby chodzące na jak największą liczbę spotkań – to oni mogli kupić wejściówki w pierwszej kolejności. Sporo legionistów bilety kupowało także na sektory neutralne, czyli na trybuny wzdłuż boiska. Arkowcy zorganizowali sześć pociągów specjalnych, a lepsza liczba niż przed rokiem podczas finału z Lechem (wówczas 7 tys. gdynian), możliwa była głównie dzięki licznemu wsparciu zgód – Cracovii, Zagłębia Lubin, Lecha, Polonii Bytom, Gwardii Koszalin i KSZO Ostrowiec.

Legioniści w stronę Narodowego wyruszyli wspólnie o godzinie 13:00 sprzed stadionu przy Łazienkowskiej 3 – wszyscy w jednakowych koszulkach przygotowanych specjalnie na ten mecz. Trasa była bardzo krótka – weszliśmy na Trasę Łazienkowską i po kilkunastu minutach byliśmy już pod bramą numer 2, którą wchodzili wszyscy fani zasiadający na naszych sektorach. Na szczęście wchodzenie na trybuny było o wiele łatwiejsze niż poranne wpuszczanie oprawy meczowej, kiedy to ultrasów spotkała kontrola niczym z lotnisk: był rentgen prześwietlający elementy oprawy, pies tropiący, wykrywacze metali oraz specjalne urządzenia służące do sprawdzania pojazdów.


Już przed meczem czuć było moc. Nieznani Sprawcy uwijali się jak w ukropie, aby przygotować poszczególne elementy oprawy. Jako pierwsi choreografię zaprezentowali arkowcy. Kiedy cały stadion zaczął śpiewać hymn narodowy, w sektorze gdynian rozciągnięta została malowana sektorówka przedstawiająca statek, transparent „Kierunek obrany, kurs na puchary”, a całość uzupełniły żółte i niebieskie folie oraz kilkadziesiąt rac.

Arka hymn narodowy zakończyła na drugiej zwrotce hymnu, legioniści zaś odśpiewali wszystkie cztery. Dopiero po nich zaśpiewaliśmy „Mistrzem Polski jest Legia” i jednocześnie zaprezentowaliśmy pierwszą tego dnia prezentację: transparent „Ten dzień nie wyglądałby tak samo” oraz dwupoziomową kartoniadę „BEZ NAS”, po chwili litery N i S zostały podświetlone racami.


Druga prezentacja legionistów miała miejsce raptem kilka minut później. Wtedy na całej naszej trybunie odpalone zostały olbrzymie ilości czerwonych i zielonych świec dymnych. Kiedy dym nieco opadł, przystąpiliśmy do kolejnej oprawy. Najpierw rozciągnięty został transparent „Historia dzieje się na naszych oczach…”, a kiedy został on zdjęty z trybuny, z góry wjechała niesamowita sektorówka, przedstawiająca puchar Polski widoczny w źrenicy oka. Szczegóły o jakie zadbali przy jej przygotowaniu legioniści, świadczy o najwyższej klasie.


Z atrakcji ultras gdynianie zaprezentowali jeszcze żółte i niebieskie świece dymne odpalone na górnej kondygnacji – co ciekawe żółte świece unosiły się, niebieskie opadły na dolne sektory. Później odpalili stroboskopy na górnej trybunie, a na koniec jeszcze wszystkiego po trochu – świece, race i wulkany. W naszym sektorze w 50. minucie spotkania miał miejsce ostatni akcent ultras, kiedy na całej trybunie zapłonęły setki ogni wrocławskich i przez dobrych kilka minut, z naszej perspektywy nic nie było widać.


Pod względem dopingu nasza dominacja była spora. Na pewno mieliśmy wyraźną przewagę liczebną, biorąc pod uwagę także sektory neutralne, które regularnie włączały się do śpiewów. Ponadto dość wcześnie, bo już w 12. minucie, mieliśmy okazję cieszyć się z pierwszej bramki. Sami zainicjowaliśmy dialog z pozostałymi trybunami nt. „Ile goli ma Legia” itd. Chwilę później z naszego sektora niosło się głośne „Puchar będzie nasz, ukochana ma, Puchar będzie nasz, Legio Warszawa” – oczywiście na melodię „Nie poddawaj się”. Kilkanaście minut później po raz drugi cieszyliśmy się z bramki i już chyba nikt nie miał wątpliwości, kto tego dnia będzie miał powody do świętowania. Arkowcy zaś musieli wyraźnie zboczyć z kursu na puchary.


Niekwestionowanym hitem w naszych szeregach była pieśń, którą śpiewaliśmy już kilka tygodni temu, przy okazji wyjazdu na Arkę, a ostatnio podczas meczu ligowego z Koroną. Z minimalną modyfikacją, aby jednak głównym akcentem było „K… świnia”, nie zaś „Arka Gdynia”. I tak raz po raz „Staruch” zadawał pytanie z gniazda – „Co to jest za drużyna?”. Przy podkładzie wybijanym przez bębniarzy (mega robota!), wychodziło to nie-sa-mo-wi-cie.

 

FINAŁ PP: Arka Gdynia – Legia Warszawa 02.05.2018

FINAŁ PP: Arka Gdynia – Legia Warszawa 02.05.2018

Gepostet von Stadionowi Oprawcy am Mittwoch, 2. Mai 2018

 

Drugi gol strzelony po niespełna pół godzinie gry, wprawił nas w naprawdę doborowe nastroje. Wtedy też ruszyliśmy ze zmodyfikowaną pieśnią „Warszawska Legio, zawsze o zwycięstwo walcz”, śpiewając na tę właśnie melodię „Warszawska Legio, dzisiaj Puchar jest znów nasz”. Zabawa była wyśmienita, nikt bowiem nie dopuszczał do siebie myśli, że ten puchar może przejść nam koło nosa. A nosa postanowiliśmy utrzeć tym, którzy z samego rana utrudniali życie ultrasom przygotowując zasieki. „PZPN, PZPN, j…, j… PZPN” – niosło się z trybun, a chwilę później skandowano „Zobacz Boniek co zrobiłeś, całe piro dziś wpuściłeś”.


I o ile pirotechnika odpalana przez 75 minut zwyczajnie ubarwiała widowisko, to to co postanowili zrobić w ostatnim kwadransie fani Arki i zaprzyjaźnionej z nimi Cracovii – stanowi najlepszy powód do tego, by… wszelkie komisje walczyły z ultrasami na całego. W stronę sektorów neutralnych, na których zasiadali legioniści, jak również w stronę murawy, odpalonych zostało kilka rakietnic. Legioniści pod adresem śledzi i ich nożowniczych przyjaciół skandowali „Rakieciarze, ch… wam w twarze”.

Arka mogła powoli zbierać łuski z sektora i wyglądać nadjeżdżających pociągów powrotnych, ale na odchodne postanowiła trochę poubliżać. My tymczasem skandowaliśmy w kierunku gdynian: „Powiedz czy boli, jak Legia w d… pier….” oraz „Hej gdyński kmiocie, zaśpiewasz to na powrocie”. Nie mogło również zabraknąć pytania „Co to jest za drużyna, co śledziem je…ie tak?!”. I dalej trwała zabawa w rytm „Puchar jest nasz, lalalalalalalala”. Po meczu trybuny opuszczali jedynie arkowcy. My zaś najpierw świętowaliśmy chwilę z piłkarzami, śpiewając z nimi „Warszawę”, a także skandując pod ich adresem „Puchar już mamy, na mistrza Polski czekamy”. Specjalnie dla „Vuko” cała trybuna wykonała kołyskę – legioniście, a obecnie pełniącemu funkcję asystenta trenera, w przerwie meczu urodziła się córeczka. Później czekaliśmy na wręczenie pucharu, „czarując” do momentu przekazania go w ręce piłkarzy. Zgodnie z tradycją, kilka minut później trofeum trafiło w kibolskie ręce. Po meczu fani udali się na Łazienkowską a następnie na świętowanie.

Przed nami już tylko cztery spotkania w tym sezonie. Najbliższe już w niedzielę w Białymstoku. Czy tym razem dane nam będzie zobaczyć wyjazdowe spotkanie z Jagiellonią, czy może jak ostatnio zakończymy wyprawę na Podlasie na przystadionowym parkingu, przekonamy się za dni kilka. Przy Ł3 widzimy się w środę 9 maja. Na to spotkanie kibice Wisły Płock mobilizują się hasłem „Są rzeczy ważne, ważniejsze i wyjazd na Legię. Pracodawco daj wolne na wyjazd!”.

P.S. Na naszej trybunie wywieszony został transparent „Chraniuk, Bodek, Komiks, Dolin, Japa, Rudy, Wieczór, Głowa, Czerwus, Karp, Gazownik, Długi, Cinek, Ufo, Mrówa, Cieślak, Kiler, Michał, Fabi, Maciek, Piona – Pozdrowienia do Więzienia”.

 

zobacz również galerie:

relacja: legionisci.com