Wywiad z chuliganem odcinek 41- Jerzy Dudała 12 września 2017

Gościem kolejnego odcinka Wywiadu z chuliganem był dr Jerzy Dudała, socjolog, autor książki „Fani-chuligani. Rzecz o polskich kibolach”, a od czasu gdy skończył 13 lat kibol Zagłębia Sosnowiec.

Zapowiedź odcinka:

W czasie wojny kibiców z poprzednim rządem i towarzyszącej jej nagonki w mediach pojawiało się wielu „ekspertów”, którzy nigdy nie byli na meczu. Na ich tle odróżniały się wypowiedzi socjologa, dr Jerzego Dudały, który nie tylko bronił kibiców, ale i wiedział, o czym mówi.

Nie dziwi to o tyle, że Dudała, autor pracy doktorskiej o kibicach, na podstawie której powstała jego książka „Fani-chuligani. Rzecz o polskich kibolach”, sam zaczął chodzić na mecze Zagłębia Sosnowiec gdy miał 13 lat, a na wyjazdy jeździł od lat 80., czyli w czasach, w których wiązało się to z nieporównywalnym do dzisiejszego ryzykiem. Choć sami kibice Zagłębia krzyczeli, iż „Nie ma zomowca na szalikowca z Sosnowca”.

Każdy, kto wtedy jeździł, musiał liczyć się z przygodami. Z tym, że ktoś może dać ci po głowie. Często dochodziło do awantur ale, co trzeba podkreślić, nikt nikogo nie gonił z siekierą, z tasakiem. Była mniejsza brutalizacja – wspomina Jurek Dudała.

Wychowywał się na Piaskach, dzielnicy Czeladzi i chętnie opowiada o klimacie tamtych czasów. – Była tam knajpa, która nazywała się Jubileuszowa.  Przy okazji meczów był tam hulanki-swawole.  Na przykład rzucanie nożem w boazerię. Za trafienie w każdą deskę była określona ilość punktów. Grano na pieniądze – wspomina.

Jako socjolog broni kibicowskiego świata przed tymi, którzy chcieliby go zniszczyć, wymieniając widownię na stadionach na „konsumentów widowiska sportowego”, w stylu „modern football”.

Klub stanowią tak naprawdę kibice. Kluby, które nie mają kibiców, to martwe twory za życia. Znamy wiele klubów, które były słynne tylko dzięki kibicom. Teraz londyńska Chelsea to są wielkie pieniądze. Ale w latach 80. to był klub znany głównie z chuligaństwa, o czym mówi świetna książka „Hoolifan” – mówi. Jak stwierdza, wspólnotę kibicowską stanowią sami kibice, herb, barwy i opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie, które stają się mitami i legendami.

Nie ukrywa, że tęskni za klimatami kibicowskimi z czasów młodości: – Wtedy to się kojarzyło z wolnością, z tym, że jedziesz, spotykasz kumpli. A teraz? Podaj PESEL, a potem wszechobecny monitoring. Żyjemy w takich czasach, w których ludzie zachowują się jak roboty, wszędzie internet, komórki i cały czas inwigilacja. Chciałbym cofnąć się do czasów westernu.

Jerzy Dudała (z lewej) i Danny Dyer, odtwórca głównej roli chuligana w filmie „Football Factory”

 

Jak ocenia obecne kibicowanie? Za pozytywną zmianę uważa zainteresowania kibiców historią, Powstaniem Warszawskim czy Żołnierzami Wyklętymi, w których to sprawach kibice często wyręczali szkołę, która nie chciała mówić o polskich bohaterach. Nie zgadza się z tymi, którzy mówią, że to tylko moda. – Owszem, dla jednych to jest tylko powierzchowna moda, można założyć koszulkę, nie wiedząc nawet kto na niej jest. Ale inny zajrzy potem do jakiejś książki, coś przeczyta, zacznie się dowiadywać. Więc nawet jeśli to jest moda, to jest to dobra moda – ocenia. A minusy obecnego kibicowania? – Co raz więcej plastiku, przewidywalności, schematyzmu, reżyserki – mówi.

Jako ciekawostkę warto dodać, w czasach wojny z poprzednią władzą wypowiedź Dudały w obronie kibiców umieszczona została na początku utworu rapera Berona „To my kibice”. A tak się składa, że dr Dudała miał kontakt z Tuskiem, zanim ten został premierem, jako dziennikarz robiący z nim wywiad. – Chyba z godzinę rozmawialiśmy o kibicowaniu. Duże wrażenie zrobił na nim film Football Factory o kibicach Chelsea i Millwall. Później, jak wiemy wszyscy, postanowił walczyć z kibolstwem, być może po to, żeby mu wzrosło poparcie w sondażach. Myślę, że na tym bardzo stracił ocenia dziś.