Wywiad z chuliganem odc. 50 – Karol Nawrocki 14 listopada 2017

Gdy dr Karol Nawrocki został dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej, media szybko wymyśliły pretekst do ataków na niego: jest fanem Lechii Gdańsk, współzałożycielem stowarzyszenia kibiców Lechii, autorem książki „Wielka Lechia moich marzeń”, a co najgorsze byłym bokserem. Swoim przeciwnikom ostro odpowiada w nowym odcinku „Wywiadu z chuliganem”.

 

Dr Karol Nawrocki, który niedawno w imieniu IPN organizował pogrzeb „Inki” i „Zagończyka” podkreśla, że w żadnym wypadku nie odcina się od swoich kibicowskich korzeni. – Część pracowników muzeum, których straszono, że nowym dyrektorem został diabeł wcielony, przychodziła do mnie mówiąc: panie dyrektorze, Lechia gra w przyszłym tygodniu, mam nadzieję, że się spotkamy – opowiada.

 

Jak podkreśla, „bez kibiców wiele rzeczy by się nie udało w polskiej pamięci”. – Jako zawodowy historyk i jednocześnie kibic bardzo mocno to doceniam. Od 2011 r. z kibicami Lechii, m. in. Andrzej Duffekiem czy Milanem Ignatowiczem organizowaliśmy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych – przypomina.

 

Jaki jest prawdziwy powód ataków na niego? To zmiany w Muzeum II Wojny Światowej, które zbudowane zostało za olbrzymią sumę 500 milionów złotych, jednak jego wystawa zamiast pokazywać prawdę, oparta została na politycznej poprawności i pedagogice wstydu. Jedna z ekspozycji (już usunięta przez nowego dyrektora) dotyczyła… Komitetu Obrony Demokracji.

 

Na wystawie zmarginalizowano rolę rotmistrza Witolda Pileckiego, a także Ireny Sendlerowej, którą umieszczono w kącie za hydrantem, czy polskich Cichociemnych. Wybija się za to Jedwabne. – Symbolem oporu, pierwszym, co zobaczymy za wielkim napisem „Opór” jest Sophie Scholl z niemieckiego ruchu oporu, z organizacji Biała Róża – mówi dr Karol Nawrocki.

 

Zagraniczny turysta, który odwiedzi Muzeum II Wojny Światowej opuści jest przekonaniem, że polska Armia Krajowa była zjawiskiem podobnej rangi, co ruch oporu… we Francji. Przeczyta bowiem, że liczyła ona 35-40 tys. osób. Niekoniecznie zauważy mały odnośnik, że chodzi o wyłącznie partyzantów walczących w lesie w 1944 r. Na niego powołują się twórcy wystawy.

 

– To są śmieszne tłumaczenia. Wiadomo, jak wygląda ekspozycja muzealna. Ważne jest to, co się wybija na pierwszy plan. Poza tym jeśli nie pada prawdziwa liczba blisko 400 tys. żołnierzy Armii Krajowej, to zwykły zwiedzający ze świata czy z Polski nie jest w stanie poznać tej prawdy – mówi dr Karol Nawrocki.