Wyjazd to rzecz święta 21 marca 2013

„Początkowo ten tekst miał być utrzymanym w dość żartobliwym tonie wyciągiem z największych absurdów wyjazdowej rzeczywistości kibicowskiej. Ileż to anegdot zebrało się wśród fanatyków przemierzających wzdłuż i wszerz Polskę, po to by na miejscu dowiedzieć się od pani sprzedającej bilety, że „pan jest z Pabianic, pan mnie nie oszuka! To jest łódzkie, a z łódzkiego nie wpuszczamy!”. Ileż to razy kibice wracali, odbijając się od bram stadionu, czasem przez to, że Łukasz Przykładowy był na liście wyjazdowej Lukaszem Przykladowym. Wymieniać śmieszne sytuacje można by naprawdę długo, pewnie nawet kibice Górnika dołożyliby tu swoją cegiełkę, mimo wściekłości jaka towarzyszyła im podczas piątkowej wyprawy do warszawskiego Guantanamo.

Tyle że teraz nie wypada się śmiać. Choć paradoksy, które czekają na wyjazdowiczów czasem nie mogą być przyjęte inaczej, niż dowcipem, tym razem trzeba do tematu podejść poważniej. Nie patrzyliśmy na to w ten sposób wczoraj rano, gdy Polskę obiegła informacja o śmierci dwóch kibiców Lechii w wypadku autokaru wiozącego ich do Gdańska z meczu rozgrywanego w Gliwicach. Pierwsza reakcja – współczucie, kondolencje, zbieranie krwi dla tych, którzy wciąż o życie walczą.

Potem jednak spojrzeliśmy na sprawę pod innym kątem, pod kątem na który uwagę zwrócił Zbigniew Boniek. – To jest smutny poranek i tragiczny wypadek. Musze powiedzieć, że patrzę na to z obawą. Trzeba się zastanowić, autobus o 4 rano wraca gdzieś z Gliwic. To jest pewne wyrzeczenie. Trzeba dostrzec, co ci ludzie robią dla swojej pasji, jak kochają piłkę, a jak są potem odbierani. Są nazywani kibolami i bandytami – mówił w programie „Jeden na jeden” w TVN24 Boniek. Mamy swoje zdanie na temat kibiców, zdanie które wymyka się zero-jedynkowej klasyfikacji „obrońcy kiboli” i „zupełnie jak Wyborcza”. Z tym jednak nikt nie może polemizować. Wyjazdowicze to pasjonaci, którym niestraszne są żadne śniegi, żadne niewygodne, poniedziałkowe terminy meczów, żadne ceny transportu. Zebraliśmy cztery kłody, które bezustannie rzuca się im pod nogi. I które wypadałoby w końcu usunąć.

1. Absurdalnie wczesne wyjazdy i godzina odmeldowania się na stadionie

Wiecie co to jest zmiana optyki? Zmiana optyki jest wtedy, gdy najpierw jako dziennikarz wyjeżdżacie z Łodzi na mecz w Warszawie, zaplanowany na 18.00 o godzinie 15.30 i jesteście niemalże pewni, że dotrzecie na czas, a jeśli Bóg pozwoli – zdążycie jeszcze przed meczem coś przekąsić, a potem na ten sam mecz jedziecie z kibicami, wyjeżdżając w okolicach 11.00-12.00, po to by wpaść na stadion grubo po rozpoczęciu spotkania. By dotrzeć na czas, kibice musza wyjeżdżać o absurdalnych porach i naprawdę ciężko przerzucać tu całą winę na ich wcześniejsze wyskoki. Jak pokazał przykład Górnika w Warszawie – przepisy mówiące o wpuszczeniu całej grupy w przeciągu sześćdziesięciu minut od przybycia kibiców gości na stadion są traktowane dokładnie tak jak wszystkie inne przepisy z obowiązkiem terminowego płacenia piłkarzom włącznie. Generalnie większość ma je gdzieś. Kibice więc, choć prawo stoi po ich stronie, drżą w podróży, czy uda się rozładować pod obiektem przynajmniej dwie godziny wcześniej.

Zadamy przewrotne pytanie, które dotychczas tak chętnie zadawali ludzie dostrzegający w kibicach najbardziej złośliwego, najbardziej rozwiniętego raka toczącego rodzimy futbol. Jak poradzono sobie z problemem częstych bójek na murawie w Wielkiej Brytanii? Bezwzględnymi, bezapelacyjnymi i niesłychanie surowymi karami, przede wszystkimi finansowymi. Łamiąc przepisy, które nakazują wpuszczanie kibiców w 60 minut otrzymujesz karę stosowną do przewinienia. Zlekceważyłeś właśnie 1000 kibiców z mieściny oddalonej o 250 kilometrów? Na pewno będziesz zachwycony, mogąc zrekompensować im podróż pokrywając w CAŁOŚCI koszty ich wyjazdu, plus oczywiście płacąc dodatkową grzywnę za niesubordynację, na przykład do PZPN-u.

Inna sprawa, że czasem kibice się spóźniają. Na przykład dlatego, że ktoś musi koniecznie nagrać sobie na pamiątkę ich promienne oblicza…

2. GIODO w państwie prawa i jego najwierniejsi strażnicy

Proces wpuszczania kibiców to kwestia klubów, wróćmy jednak na moment na trasę, gdy w kibicowski świat wchodzi policja. Z kamerą, aparatami fotograficznymi i oczywiście dużą dozą taktu. Okraszoną dość kreatywnym podejściem do kwestii obowiązujących ją przepisów. Zacznijmy od opinii Głównego Inspektoratu Ochrony Danych Osobowych.


Nie można nagrywać każdego kibica z dowodem podniesionym na wysokość twarzy. Opisane postępowanie, do jakiego miałoby dochodzić przy legitymowaniu kibiców, nie ma podstaw prawnych, niezależnie od tego, czy dokonywane byłoby przez organizatora meczu, czy – w co trudno uwierzyć – przez policję.

Tyle Małgorzata Kałużyńska-Jasak, dyrektor zespołu rzecznika prasowego GIODO w opinii przesłanej „Gazecie Polskiej Codziennie”. Kto przejechał za swoim klubem trochę kilometrów wie, że opinia GIODO na temat filmowania, w które zresztą skądinąd „trudno uwierzyć”, nieszczególnie interesuje stróżów prawa. Przedstawianie się do kamery z uniesionym dowodem to praktyka dotycząca niemal każdego, teoretycznie „ryzykownego” wyjazdu. Tyle tylko, że po raz kolejny powstaje pytanie – czy kibice to podludzie, wobec których można działać nie tylko na granicy, ale nawet poza prawem? Nie tylko sposobami opisanymi w policyjnych podręcznikach, ale wszystkimi znanymi, łącznie z profilaktycznym ogrywaniem wizerunków?

Policja, zdając sobie sprawę, że działa nielegalnie, nagrywanie wizerunków kibiców zaczęła tłumaczyć… dokumentowaniem czynności operacyjnych. Co ciekawe, mimo dwukrotnego upomnienia i oficjalnego przedstawienia w prasie opinii GIODO, filmowanie twarzy wraz z dowodem osobistym wciąż jest dość popularną praktyką.

Doceniamy profilaktykę, ale przede wszystkim doceniamy prawo. Jeśli policja uważa, że takie nagrywanie jest absolutnie niezbędne – niech zalegalizuje tę metodę! Ale póki ten dzień nastąpi – niech stoi na straży prawa. Nie ponad nim.

3. Wejście po piwku

Klient w krawacie mniej awanturujący się – wiadomo. W związku z tym pijak w loży VIP, taki – nie przymierzając – jak ja, jest mniej kłopotliwy niż pijak w sektorze gości. Z jednej strony rozumiem. Z drugiej jednak – jeśli ktoś wejdzie lekko pijany (bo pijanych w sztok nie chcę bronić) i narobi bardachy, to tym lepiej: można mu wlepić zakaz stadionowy i spokój z takim na lata. Wolałbym po prostu by zamiast tej wszechobecnej prewencji zacząć reagować na rzeczywiste przewinienia. Zapobieganie jest dobre, o ile nie wylewa się dziecka z kąpielą. Są przecież ludzie, którzy się upijają na wesoło, są tacy, którzy upijają się na śpiocha. No i są tacy, co i bez alkoholu najchętniej daliby komuś w mordę. To oni stanowią kłopot. Jak ktoś się zatacza i stwarza zagrożenie – wyprowadzić. Ale wyprowadzać tych, którzy stwarzają zagrożenie na trzeźwo.

Nic dodać, nic ująć. Wracając jeszcze do kibiców Górnika w Warszawie – jesteśmy w szoku, że większość była trzeźwa. Stać na mrozie kilka godzin bez ocieplacza we krwi to wyższa szkoła jazdy dostępna jedynie dla obywateli urodzonych na zachód od Cedyni.

4. Bo kibice to takie bydło, że nawet szcza gdzie popadnie

Wreszcie finał, niby szczegół, ale jakże znamienny, jak wiele zmieniający nawet w postrzeganiu kibiców. Słyszymy opinię, znowu o tym najświeższym przypadku, o kibicach Górnika w Warszawie. „Bo oni to takie bydło, że srali i szczali gdzie popadnie”. Pojawia się pytanie… A gdzie do kurwy nędzy mieli załatwiać potrzeby fizjologiczne, skoro od toi-toiów dzielił ich szczelny kordon policji i pewnie ze trzy płoty. Brak toalet to chyba jeden z największych minusów wyjazdów, który kompletnie zmienia zachowanie kibica. Najpierw na trasie wszystkie stacje benzynowe pozamykane, więc zbawieniem stają się rowy. Potem filmowanie przez policję, oczywiście na jakimś parkingu, bez możliwości poszukania jakiegokolwiek ustronnego miejsca. Gdy do nagrania jest trzysta twarzy i dowodów da się to wytrzymać, ale na masowym wyjeździe? Trudno, co wytrzymalsi optymistycznie stwierdzają – dowiozę do stadionu. Tam jednakże czeka na nich kolejna bramka, kolejne długie godziny czekania na wejście, często na błocie, mrozie, w ścisku i naturalnie bez możliwości zwiedzenia toalet.

Nie tylko klient w krawacie jest mniej awanturujący się. Mniej awanturujący się jest przede wszystkim klient, który przebywa w ludzkich warunkach. Jasne, są ludzie, którzy nawet w okopie w koszarach będą pić herbatę z blaszanego kubka w sposób cechujący angielskich milordów. Zasadniczo jednak siedząc w chlewie z czasem nabierasz zachowania świni, choćby twoje maniery były zbudowane z tytanu.

Toi-toie we wszystkich miejscach, gdzie kibice mają spędzić więcej, niż godzinę. Tam gdzie filmuje policja, tam gdzie trzyma się ich przed wejściem na stadion. Jeśli tego brakuje, jak można w późniejszych relacjach pełnym oburzenia tonem pytać: „kim są ludzie, którzy nawet potrzeby fizjologiczne załatwiają gdzie popadnie”?

***

Patologii jest więcej, o wiele więcej, ale nawet takie proste gesty jak wpuszczanie kibiców ZGODNIE z regulaminem, zachowanie policji wobec nich ZGODNIE z przepisami, czy postawienie w miejscach ich przetrzymywania przenośnych toalet przyczynią się do ucywilizowania wyjazdów. Tyle mówi się o wzorcach z zachodu przy traktowaniu kibiców – zapytajmy więc, jak się traktuje fanów drużyny gości, choćby w Niemczech, nie wspominając o Anglii.

Pasja. Poświęcenia. Godziny w autokarach i pociągach, przemoknięte buty, zgrabiałe od mrozu dłonie i stopy, często jazda w ciemno, nie wiedząc, czy uda się dojechać, czy uda się wejść na stadion, zwolnienia z pracy, wyrzeczenia. Godne podziwu, a nie kary w imię „profilaktyki”. Mamy nadzieję, że w końcu zrozumieją to ci, którzy aktualnie kibiców gości traktują jako zło konieczne.”

JAKUB OLKIEWICZ

(foto: Woytek/legionisci.com, Igor/torcida.eu, Siejo/www.mks-korona-kielce.pl, Mellos/lksfans.pl)

artykuł pochodzi ze strony: weszlo.com