Pirotechnika okiem kibica 14 marca 2013

By wgłębić się bardziej w znaczenie pirotechniki, czy jest bezpieczna, dlaczego powinna być legalna i przede wszystkim dlaczego tworzy „piękne widowisko” dobrze byłoby wiedzieć o niej chociaż podstawowe informacje. Kto i kiedy ją wynalazł? Jakie miała zastosowanie oraz znaczenie w kulturze i religii?

Wzmianki o „piro” w historii dochodzą już 206 r. p.n.e., gdy władzę w Chinach sprawowała dynastia Han. W kulturze dalekiego wschodu rangę kultu osiągneło przypalanie bambusów w taki sposób, aby te wydawały huk, który miał za zadanie odstraszać złe duchy. Chodź bardziej przypominało to wybuch petardy i nie posiadało efektu wizualnego można powiedzieć śmiało, że był zaczątek środków pirotechnicznych znanym nam obecnie. Z początkiem V w. postęp technologiczny w Chinach spowodował powstanie w niewyjaśnionych przez historyków okolicznościach czarnego prochu. Ciężko powiedzieć, czy ten wynalazek jest wynikiem badań i eksperymentów trwających dziesiątki lat, czy może po prostu został odkryty przypadkowo. Tego pewnie już się nie dowiemy, nie ma to dla nas większego znaczenia, w każdym razie mamy Chińczykom za co dziękować! W Europie czarny proch pojawił się w XVI w. i został prawdopodobnie sprowadzony przez Arabów. Nie trzeba było długo czekać, a zaraz po tym wydarzeniu na naszym kontynencie pojawiła się broń palna, która była milowym krokiem w przemyśle zbrojeniowym. Po łyku historii trzeba przejść do sedna sprawy – sytuacji pirotechniki na stadionach.

Piro vs pieniądze

Czy race są bezpieczne? Zdecydowanie są i powie to każdy kto choć raz w życiu trzymał je w ręku. Jest to kwestia, która powinna być bezdyskusyjna, niestety w tym temacie wypowiadają się głównie ludzie, którzy o pirotechnice nie mają pojęcia. Niestety, ale nie tylko o bezpieczeństwo się rozbija – jak mawia stare przysłowie, jeśli niewiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Kary za pirotechnikę nierzadko przekraczają kary za faktyczne ekscesy stadionowe czy inne czyny zabronione. Race są traktowane od dawien dawna jako swoisty symbol ruchu kibicowskiego i jestem pewien, że niezależnie od sankcji ze stadionów ich się nie usunie. Tutaj jest pies pogrzebany, bo cotygodniowe kary finansowe za odpalanie pirotechniki to znaczny procent budżetu PZPNu. Legalizacji pirotechniki na stadionach nie popierają również stacje telewizyjne, którym przeszkadza, że tzw. „konsumenci piłki nożnej” raz na jakiś czas przez dym mają utrudniony widok.

Oczywiście, nie ma na świecie chyba niczego co chociaż w małym stopniu nie stanowiłoby zagrożenia dla zdrowia i życia. Wszystko powinno być używane z głową. Niestety ryzyko poparzeń czy innych uszczerbków na zdrowiu wzrasta kiedy race odpalane są w pośpiechu i bezmyślnie, a dzieje się tak dlatego, że ich użycie jest traktowane jako przestępstwo! W Norwegii i Austrii wraz z zalegalizowaniem zlikwidowany został i tak znikomy (osobiście nie znam przypadku, żeby w Polsce ktoś ucierpiał przez race) problem z bezpieczeństwem piro. Ryzykując wysokie sankcję nikt nie myśli przecież, żeby pod łatwopalną sektorówką trzymać wiaderko z wodą.

Rozwiązanie

W każdym przypadku można znaleźć konsensus , dlaczego i teraz nie mogłoby się tak stać? Jedno jest pewne, tak jak kiedyś nie będzie już nigdy! Optymalne warunki można uzyskać przez specjalne szkolenia organizowane przez funkcjonariuszy Straży Pożarnej, zezwolenie na pokazy pirotechniczne w wyznaczonych miejscach i optymalnych momentach podczas widowiska piłkarskiego. Wcześniej oczywiście cały spektakl byłby uzgadniany ze służbami i władzami klubu, aby w razie ewentualnego wypadku można było szybko i sprawnie interweniować. Kolejnym pomysłem, nad którym myślałem przy pisaniu tego artykułu jest to by pirotechnika była używana tylko na sektorach zajmowanych przez kiboli. Przy zakupie biletu każdy kibic byłby wcześniej poinformowany, że w danym miejscu może dojść do odpalenia rac. Takie rozwiązanie ograniczyłoby ryzyko znalezienia się dzieci i osób starszych w „niebezpiecznym” miejscu. Kolejnym warunkiem byłoby posiadanie rac, świec, etc., „wyższej jakości” z certyfikatami bezpieczeństwa, sprawdzone przez odpowiednie służby kilka dni/godzin przed meczem. Wszystko da się rozwiązać, trzeba tylko chcieć – miejmy nadzieję, że zapowiedzi Zbigniewa Bońka nt. zmiany stanowiska PZPNu w tej sprawie nie będą pustymi słowami.

Autorzy: Mateusz- kibic Śląska Wrocław, Skrzat- kibic Jagiellonii Białystok
Foto: Jerzy Gregorowicz

źródło: ochronaimprezmasowych.pl