Legia złamała uchwałę PZPN, Boniek wściekły 17 marca 2013

W lutym tego roku PZPN wprowadził następującą uchwałę: „Klub drużyny gospodarza jest zobowiązany zaplanować i przygotować logistycznie wejście (system kanałów wejściowych / kołowrotków oraz ich obsługa przez stewardów – członków służb informacyjnych i porządkowych) na sektory przeznaczone dla zorganizowanej grupy kibiców drużyny klubu gościa tak, aby proces kontroli dostępu, w tym przeglądania zawartości odzieży i bagażu mógł być maksymalnie usprawniony i zorganizowany w możliwie najkrótszym okresie czasu, jednakże nie dłuższym niż 1 godz. (60 minut).”

Nie trzeba było długo czekać, aż okaże się, że kluby wcale tej związkowej uchwały nie przestrzegają. Do skandalicznej sytuacji doszło na stadionie Legii, gdzie nie zostało wpuszczonych blisko 1500 kibiców Górnika. Uciążliwa kontrola prowadzona godzinami w siarczystym mrozie miała niewiele wspólnego ze względami bezpieczeństwa, a znacznie więcej ze zwykłą ludzką złośliwością.

Każdy z kibiców nie tylko kupił bilet (to pół biedy – pewnie każdy będzie mógł się ubiegać o zwrot pieniędzy), ale też wydał pieniądze na podróż i na całodniowe wyżywienie. Legia powinna teraz zapłacić za wszystko, co do złotówki. Jeśli nie jest w stanie zorganizować wejścia na stadion dla wszystkich, którzy zakupili wejściówki, to niech ponosi koszty. Coś nam się zdaje, że gdyby warszawski klub miał w końcu naprawdę beknąć za złe traktowanie klientów i musiał każdemu z nich zapłacić (chyba można szacować, że podróż każdego z Zabrza do Warszawy łącznie z wyżywieniem kosztowała ok. 100 złotych, co łącznie daje 150 000 złotych), to momentalnie okazałoby się, że na stadion da się wejść jakieś sto razy szybciej.

Dopiero co prezes Bogusław Leśnodorski narzekał, że na Legii ochroniarze nie mówili „dzień dobry” i twierdził, że jak się nie nauczą, to będzie ich zwalniał – do skutku. Teraz więc czekamy na pierwsze decyzje. Do takich decyzji pana Leśnodorskiego powinien przymusić PZPN, ponieważ od lutego ma asa w rękawie – wspomnianą uchwałę. Nieprzestrzeganie uchwał PZPN powinno w oczywisty sposób skutkować konsekwencjami.

Zadzwoniliśmy w tej sprawie do Zbigniewa Bońka, który od początku kadencji chce naprawiać stosunki z kibicami z całej Polski. Był wściekły. – To, co stało się na Legii, jest nie do pomyślenia. I my tej sprawy nie zostawimy. Na pewno dokładnie zbadamy, kto ponosi odpowiedzialność za to, że kibice nie weszli na stadion. W przyszłości będę chciał wprowadzić jedną prostą zasadę: jeśli wiadomo, że na mecz przyjeżdża 1500 osób z innego miasta, to ten mecz nie ma prawa się zacząć, dopóki wszyscy nie zostaną wpuszczeni. W nosie mam, czy wszystkim będzie to odpowiadać. Gdyby w piątek mecz nie mógł się rozpocząć bez kibiców Górnika, to sam prezes Legii biegałby przy tych kołowrotkach i osobiście wpuszczał na stadion – powiedział Boniek.

Na temat całej sprawy dla oficjalnej strony Legii wypowiedział się Bogdan Kuzio, odpowiedzialny za bezpieczeństwo. Stwierdził, że gdyby kibice z Zabrza przyjechali na czas, czyli około godziny 18.00, to by zdążyli wejść na mecz. Na mecz, który zaczynał się o 20.45! Pytanie, czy ten człowiek sobie kpi? Może niech sobie sam postoi kilka godzin na mrozie i najlepiej jeszcze zdejmie buty? Kibice Górnika mieli prawo przyjechać o 19.45, a Legia miała OBOWIĄZEK wpuścić ich przed godziną 20.45.

Ale to, że Kuzio kpi, to pół biedy. Gorzej, że jest dyrektorem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo, a nawet nie zna przepisów PZPN, regulujących wpuszczanie kibiców na stadion. Jeśli facet nie jest w stanie się uwinąć z niespełna 1500-osobową grupą, to niech zajmie się czymś innych. Nie strzyże trawniki albo pucuje reflektory. Jeśli twierdzi, że powolność całego procesu wynika z procedury kontrolnej to sprawa jest prosta: trzeba zmienić procedurę kontrolną. Głupawa procedura nie jest winą kibiców Górnika, tylko tego, kto tę procedurę wprowadził.

Dziwny trafem pan Kuzio zdążył wpuścić na stadion blisko 20 000 kibiców Legii i nie potrzebował do tego osiemnastu godzin. Za chwilę sytuacja się odwróci – kibice Górnika (ci sami ludzie!) na swój stadion w liczbie znacznie większej wejdą w pół godziny, a kibice Legii (też ci sami ludzie, ale w liczbie wielokrotnie mniejszej) wchodzić gdzieś będą trzy albo cztery godziny. Na dłuższą metę to nie może przynieść dobry skutków. Z całym szacunkiem dla najbardziej zatwardziałych kibiców: tylko osoby, które mają coś nie tak z głową są w stanie znosić takie szykany. Normalny człowiek powie: nigdy więcej!

źródło: weszlo.com